|
Jak się wali, czyli jak dożyć poniedziałku |
|
|
|
|
Zezowate słoneczko
|
|
Wpisany przez Anka
|
|
piątek, 09 września 2011 11:47 |
|
- Ciekawe, co się jeszcze dzisiaj stanie - westchnął mój syn odprowadzając wzrokiem panie kontrolerki, które przez dwa dni trzepały moje papiery firmowe. Pytanie nie było pozbawione sensu. Po serii pogrzebów bliżej mi nieznanych członków dalszej rodziny, nastąpiła fala awarii samochodu, unieruchamiając mnie skutecznie w domu. Do samochodu potrzebna jest część której nigdzie nie ma, więc mój wysłużony passat stoi sobie tymczasem na podwórku, a ja korzystając z uprzejmości mojej księgowej pielgrzymuję razem z nią po urzędach. Tuż przed awarią samochodu szlag mi trafił ostatni monitor do kompa, a całości nieszczęść dopełnił dzisiejszy poranek, kiedy to zwlokłam się z łóżka z potężną gorączką i niesamowitym sznaps-barytonem. Mimo grypy bohatersko odstawiłam syna do gimbusa i pojechałam z księgową do kolejnego urzędu. Tam zaprzyjaźniony ze mną kontroler po prostu mnie wylał, obawiając się o własne zdrowie. Co się odwlecze, to nie uciecze - mam się stawić w poniedziałek. O ile dożyję.
Â
Pocieszające jest to, że znajomy namierzył brakującą część gdzieś pod Olsztynem i najprawdopodobniej mi ją dostarczy jutro. Oby, bo może uda mi się w poniedziałek dotrzeć do doktor Zagórskiej. O ilę dożyję...
Â
Anka
|