|
To była jedna z najdziwniejszych sesji na jakich miałam przyjemność być - nic się nie działo. Kompletnie nic.
Zaczęło się od wręczenia pucharów za zorganizowany przez Sławomira Kołakowskiego turniej w 3-5-8. Puchary wręczono i nastąpił atrakcji ciąg dalszy - na środek sali wymaszerował wiceburmistrz Stecka, dzierżąc w objęciach pudełko zwieńczone sporą kokardą. Jak się okazało był to osobisty prezent wiceburmistrza, czyli obiecane DVD dla świetlicy wiejskiej w Wejsunach. Pudełko zmieniło właściciela i w ten sposób podopieczni radnego Vogla wzbogacili sie o nowy sprzęt.
Zanim odczytano porządek obrad, głos zabrał przewodniczący Kukiełko, instruując zebranych, ze nagrywanie posiedzeń komisji jest nielegalne. Ma to trochę sensu, bo na takich posiedzeniach przedstawiane są sprawy prywatne, z nazwiskami, często padają konkretne kwoty. Przewodniczącego dość mętnie poparł radca prawny, ale w sumie nie bardzo wiadomo, czy komisje nagrywać można, czy nie można i dlaczego w ogóle o tym była mowa. Przyznam, że dla mnie sprawa jest niejasna, bo w posiedzeniach komisji może wziąć udział każdy, a nagrania - dokonywane najczęściej przez szefową biura rady - są w każdej chwili do wglądu. Poza tym można zamiast nagrywać po prostu stenografować. Jaki w tym sens - trudno wyczuć. Musze spróbować jakieś posiedzenie komisji nagrać - ot, tak dla sportu.
Potem były podatki - ogólnie wszystkie podniesiono o przewidywaną stopę inflacji, czyli o 4,2%. Wyjątek jest podatek rolny - tu wyznacznikiem jest średnia cena skupu kwintala żyta, ustalona na niebagatelną sumę 94 złotych 18 groszy. Dzięki interwencji radnego Wachowskiego sumę tę obniżono do 55 złotych.
- To największa podwyżka podatku w gminie - tłumaczył radny Wachowski w kuluarach - Gdyby cena pozostała bez zmian, wynosiłaby 100%. Po obniżce wynosi 50%, a to i tak bardzo dużo.
Interpelacje i zapytania radnych jakoś nie podniosły nikomu ciśnienia - radna Murzyn zażądała rozwalenia betonowego podjazdu pod Domem Kultury, zgłoszono też problem dwóch bezdomnych koczujących w Wygrynach i na wniosek radnego Wachowskiego zajęto się sprawą działki pani Banach z Wygryn, którą opiszę dokładniej w najbliższym czasie.
Po wysłuchaniu radnych głos zabrał przewodniczący Kukiełko, który z niejasnych do końca przyczyn odczytał fragmenty statutu gminy z których wynikało, że przewodniczący ma liczne uprawienia do przerywania mówcom, kontrolowania czasu wypowiedzi, jej formy i treści. Co więcej - przewodniczący ma prawo wyrzucić z sali osoby, których zachowanie nie licuje z powagą obrad. Po tych niezwykle hiobowych wieściach i oświadczeniu, że mieszkańcy mają zabierać głos w sprawach najwyższej wagi, do których nie zalicza się krzywy chodnik i przekręcony znak, zapadła dziwna cisza przerwana przez nieocenionego Sławomira Kołakowskiego, który na takie dictum zarzucił swój tradycyjny gotowiec o znakach i potykaczach i wystrzelił z grubej rury. Poszło o wodę.
Mieszkańcy Kwiatowej od lat uskarżają się na jakość wody w kranach. Ostatnimi czasy z kranów leci błoto. Wezwani do odpowiedzi w sprawie wody prominentni panowie w osobach kierownika ZUK, szefa spółdzielni mieszkaniowej i samego burmistrza o wodzie wypowiadali się w sposób dość pokrętny, lawirując między przekrojami rur, które „są odwrotne” i „osadami miękkimi” które się urywają. Przy okazji okazało się, że burmistrz jest specjalistą od prania, jako że z troską pochylił się nad losem bielizny, która po kąpieli w błocie nadaje się do wyrzucenia. Kołakowski nie dał sie zbyć i zaatakował z flanki, żądając konkretów. O te było nieco trudniej, ale w końcu burmistrz z charakterystyczną dla siebie miną zbolałego, bankrutującego przedsiębiorcy pogrzebowego oznajmił po męsku, że do wiosny o czystej wodzie można zapomnieć. Na wiosnę będzie przetarg, rury zostaną „zapętlone”, cokolwiek by to nie znaczyło, przekroje się pozmieniają i będzie cacy. Póki co firma, która miała to zrobić chce za usługę zdecydowanie za dużo, w związku z czym prac wykonywać nie będzie, ale burmistrz już wie, jak to zrobić i zrobi. Odetchnęliśmy z ulgą.
A na koniec akcent jakże miły - mamy pracę dla 13 chętnych! Gmina otrzymała dotacje z Biura Pracy na zatrudnienie 20 bezrobotnych w ramach robót publicznych. Problem polega na tym, ze bezrobotni muszą spełnić warunek podstawowy, czyli mieć w ręku rozwiązaną umowę o pracę z poprzednim pracodawcą. Nie liczą się tu prace sezonowe. Takie wymogi spełniło jedynie 13 osób i w ten sposób mamy 7 wakatów. Burmistrz zaapelował o zgłaszanie się osób zainteresowanych taką pracą. Mimochodem wspomniał, że w sumie w gminie do różnych prac zgłosiło się 93 osoby, z czego 30 zostało zatrudnionych na prace interwencyjne.
I tak Proszę Państwa, kolejna, XVI sesja dobiegła końca w miłej i niczym niezakłóconej atmosferze harmonii i wzajemnego zrozumienia, pod czujnym okiem uzbrojonego w przepisy i żelazny charakter przewodniczącego Kukiełko. Po niecałych dwóch godzinach rozeszliśmy się do domów.
Anka Grzybowska
Post Scriptum
Z ogromna satysfakcją odnotowuję mój osobisty sukces - burmistrz przestał mówić o sobie "burmistrz zrobi, burmistrz się pochyli" i zaczął mówić zupełnie normalnie. Na dodatek przestał na sesjach odczytywać ze szczegółami swój kalendarz, ograniczając się jedynie do kilku wybranych punktów. Jakby tego było mało, przewodniczący rady ograniczył popisy krasomówcze radnych, którzy na sesjach zgłaszali sprawy tej miary, co drzewo podgryzione przez bobry (wierzba, o ile mnie pamięć nie myli), czy deska wyrwana z pomostu. Pozwala mi to nieśmiało przypuszczać, że władza gminna jednak czasami na Obserwatora zagląda.
Szalenie mnie to cieszy. Najwyraźniej mamy na nasze władze dobry wpływ.
ag
|
Jest to organ publiczny i obywatel ma prawo dostępu do informacji publicznej. Na sesji Rady Gminy nie poruszane są sprawy wagi państwowej ani takie, które wymagały by utajnienia obrad. Radni, burmistrz itp. są osobami publicznymi, obejmując swój mandat radnego sami się na to godzili.
Nie ma żadnych przeciwskazań abym mógł sobie wejść z kamerą i nagrać sesję rady gminy, bo np. matka, ojciec czy sąsiad jest chory, przyjść nie może a chciałby wiedzieć jak przebiegły obrady i co postanowiono.
Zresztą w internecie jest interpretacja sądowa przytoczonego przeze mnie punktu konstytucji w tej sprawie.
No chyba że nasze elyty mają coś do ukrycia bądź się wstydzą sposobów jakimi się pokrętnie na sesji tłumaczą.
Nie pierwsza gmina w której na sesji elyty próbują wprowadzić cenzurę.
"Po wysłuchaniu radnych głos zabrał przewodniczący Kukiełko, który z niejasnych do końca przyczyn odczytał fragmenty statutu gminy z których wynikało, że przewodniczący ma liczne uprawienia do przerywania mówcom, kontrolowania czasu wypowiedzi, jej formy i treści. Co więcej - przewodniczący ma prawo wyrzucić z sali osoby, których zachowanie nie licuje z powagą obrad."
- czyli przewodniczacy może powiedzieć komuś, że mu nie udzieli głosu bo nie, a komuś innemu że powinien opuścić miejsco obrad bo ma taki kaprys. Mam to w gminie w której teraz mieszkam. Wręcz identycznie.
dzis jechalam na nide o godzinie 11.10,na chodniku naprzeciwko perly jezior sprzatalo 13osob(policzylam wracajac),wracalam o godz.11.55 ci ludzie byli 40 metrow dalej w strone rucianego,poprostu porazka!!!ktos powiniennodpowiadac za tych ludzi ,poniewaz przez okres pracy dostaja pensje wiec niech pracuja