|
Hurtownia i sklep Państwa Szewczyków są znane u nas od bardzo dawna - większość naszych handlowców zaopatruje się właśnie u nich. Ostatnio zamknięto hurtownię w Piszu, ale ku radości właścicieli lokalnych sklepików niemal natychmiast powstał punkt w Nidzie, koło Biedronki.
W ogromnym, świeżo odremontowanym budynku, na parterze piętrzą się towary spożywcze. Wnętrze jest podświetlone, całość bardzo fajnie wygląda po zapadnięciu zmroku.
- Nic nam nie wiadomo o tym, żeby tam była jakaś hurtownia - słyszymy w piskim Sanepidzie - Obowiązuje nas tajemnica, ale mogę powiedzieć tyle, ze kiedyś toczyły się z Państwem Szewczykami jakieś rozmowy... Potem zapadła cisza. O istnieniu tej hurtowni nic nam nie wiadomo, ale oczywiście to sprawdzimy.
- To nie jest hurtownia - tłumaczy syn właścicielki - To po prostu towar gromadzony na własne potrzeby, przywieziony ze zlikwidowanej hurtowni w Piszu. Część jest już przeterminowana, ale szkoda wyrzucić. Latem będziemy mieli wodę na gorące dni, takie tam rzeczy. Przydadzą się. Ludzie często jedzą przeterminowane rzeczy i nic im się nie dzieje.
- Jak to nie ma tam hurtowni? - drapie się w głowę właściciel jednego z lokalnych sklepików, zastrzegając anonimowość - Latem tam towar brałem. Może teraz to jest nieczynne, ale w sezonie było. Faktury dostawałem z pieczątką z Pisza, ale towar odbierałem tam, prywatnym samochodem.
Budynek jest nowy, sprawdzamy, czy otrzymał pozwolenie na użytkowanie od powiatowego inspektora budowlanego.
- Budynek w Nidzie? Ten duży, koło Biedronki? - upewniają się w PIB – Nie, nie wydawaliśmy żadnego pozwolenia na użytkowanie. Nic nam nie wiadomo o tym, żeby działała tam jakaś firma. Hurtownia? Nie, nikt do nas nie występował.
Dzwonię do dostawcy napojów gazowanych z pytaniem, gdzie dostarczał towar:
- Wyładowywaliśmy go w takim dużym budynku w Nidzie, na Gałczyńskiego. Takim z piętrem. Oni tam go składowali, ale dlaczego pani pyta? Pieczątki na fakturach były chyba firmowe, nie pamiętam. Tam był magazyn, czy hurtownia. Ale tak - zwoziliśmy to do tego dużego budynku miedzy Polo Marketem a Biedronką.
- Nie, my w żadnym wypadku nie prowadzimy tam hurtowni - mówi syn właścicielki - To są tylko towary na własny użytek, nikt nie mógł u nas niczego kupować, bo my w Nidzie niczego nie sprzedajemy.
Pod budynek podjeżdżają samochody, coś jest przywożone, coś wywożone. No, ale to w końcu jedynie „na własny użytek”. Takie wykorzystywanie przeterminowanych jogurtów czy soków w dobie kryzysu jest rzecz jasna bardzo chwalebne. Można tylko żywić nadzieję, że żołądki bliższej i dalszej rodziny państwa Szewczyków jakoś to wytrzymają.
Anka Grzybowska
|
poza tym bawiąc się w kampanie wyborcze lub mieszając się w politykę trzeba być przygotowanym na to, że ktoś się zacznie mieszać w twoje sprawy
Rzecz leży w tym, że zbliża się referendum!!!
Niedługo nikt nikomu nie spojrzy prosto w oczy, tak skłóconej społeczności to tylko w Rucianem- Nidzie szukać!!!
To źle Pan słyszał, niestety adresem nie mogę służyć, ale mam znajomych parających się tym fachem. Mogę popytać. Nawet w sytuacji koszmarnie traumatycznej, którą była śmierć Ojca mojego syna nie korzystałam z porad kogokolwiek. Gdyby jednak potrzebował Pan jakiejś pomocy - służę. Pogrzebię w notesie i kogoś znajdę.