|
Na początku roku szkolnego zrewolucjonizowano sposób dowozu dzieci do podstawówki w Ukcie i gimnazjum w Nidzie. W skrócie wygląda to tak, że o poranku dzieci z Osiniaka zbiera bus, który podwozi je pod starą szkołę w Wojnowie. Stamtąd zabiera je z kolei gimbus jadący przez Wojnowo i zabierający po drodze uczniów podstawówki, który odwozi je do Ukty, a bus w tym samym czasie zgarnia gimnazjalistów i wiezie ich do Nidy.
Â
W teorii niby wszystko się zgadza, z praktyką nieco gorzej. Gimnazjaliści muszą na własną rękę dotrzeć pod starą szkołę, bo gimbus jadący po dzieci z podstawówki przez Wojnowo od strony klasztoru starszych uczniów nie zabiera, mimo że jedzie prosto z Nidy i jest kompletnie pusty. Pierwsi pasażerowie wsiadają na przystanku koło krzyżówki z drogą klasztorną, potem jest jeszcze jeden przystanek koło molenny i to wszystko. Mimo to gimnazjaliści muszą dowędrować do starej szkoły. Teraz pół biedy - jest ciepło, ale zimą to idiotyczny pomysł, bo Wojnowo jest długie i do przejścia mają dobre trzy kilometry. Podobnie dziwnym pomysłem jest wysadzanie osiniackich maluchów z busa pod starą szkołą. Nie udało mi się dowiedzieć, czy bus czeka z dziećmi w środku, aż nadjedzie gimbus, czy te czekają same na przystanku. I znowu - oczyma duszy widzę zimę, zasypane drogi i tradycyjnie opóźniony gimbus, który nie mógł się przebić przez zaspy. Co wtedy z dzieciakami z podstawówki?
Â
Od niemal trzech lat codziennie odprowadzam syna do gimbusa o 7 rano. Oprócz Wojtka na naszym przystanku wsiada czwórka dzieci, a często ktoś czeka na PKS o 7:05. Nie ma żadnej wiaty, gdzie moglibyśmy się schować, chociażby kawałka jakiegoś daszka. Do gimbusa mamy wprawdzie niedaleko, ale zimą bywało, że czekaliśmy po pół godziny na dworze. W całym Wojnowie jest tylko jedna, straszna buda z blachy falistej. Pod starą szkołą - czyli w punkcie przesiadkowym - też nie ma się gdzie podziać. O wiatach słyszałam w czasie kampanii wyborczej, potem zapadła cisza. Podobno nie ma ich gdzie postawić, bo właściciele posesji nie chcą oddać kawałka gruntu. To dziwne, bo nikt nas o to nie pytał, a ja z przyjemnością użyczę kawałka terenu na zadaszenie. Podobnie zresztą moi sąsiedzi. Do zimy mamy jeszcze trochę czasu, może warto zadbać o jakieś prowizoryczne schronienie przed śniegiem i wiatrem?
Â
Anka Grzybowska |