|
Zaczynają się wiosenne spacery i zaczyna się problem - jak zwykle na naszych ścieżkach możemy spotkać różne dziwne zwierzaki, które budzą lęk, obrzydzenie, a czasami bezmyślną agresję. Mowa rzecz jasna o wężach, ale nie tylko. Często stworzenie przypominające z grubsza żmiję okazuje się kompletnie nieszkodliwą, a do tego wybitnie pokojowo nastawioną jaszczurką.

W polskich lasach natknąć się możemy na trzy gatunki węży- owianą złą sławą żmiję zygzakowatą, gniewosza, zwanego od barwy łusek „miedzianką” i zaskrońca. Oprócz nich w trawie możemy napotkać padalca - beznogą jaszczurkę. Wszystkie te zwierzaki są pod ścisłą ochroną gatunkową i wszystkie możemy spotkać na Mazurach. Dawno temu w naszym kraju - zwłaszcza w rejonach górskich – występował jeszcze wąż Eskulapa, niejadowity, ale za to bardzo duży, bo dorastający do 2 metrów gad, wpisany do Czerwonej Księgi. Obecnie spotkanie tego gatunku graniczy z cudem, a nam pozostaje podziwianie jego wizerunku oplecionego na lasce w logo wszelkich instytucji medycznych.

Spotkania ze żmiją się nie zapomina - to dorastający do metra, masywny gad, o groźnej, trójkątnej głowie, wyraźnie odciętej od tułowia. Żmije występują w bardzo wielu kolorach, ale łączy je jedno - wyraźny zygzak na grzbiecie. Żmija potrafi zaatakować, ale tylko sprowokowana. Nigdy nie skoczy na człowieka bez wyraźnej przyczyny. Wbrew opiniom, żmije lubią miejsca wilgotne i chłodne, raczej trudno je spotkać wylegujące się na rozgrzanym piasku.

Jad żmii – to zresztą jedyny polski wąż jadowity - jest niebezpieczny dla życia. Ukąszenia najgroźniejsze są dla małych dzieci i osób starszych. Osoba dorosła, zdrowa spotkanie ze żmiją przeżyje, a opowieści o tym, jak to ktoś umarł od ukąszenia tego węża można w znacznej części zrzucić na karb bujnej wyobraźni. Nie znaczy to, że nie trzeba natychmiast udać się do lekarza. Leczenie w takim przypadku polega na wstrzyknięciu antytoksyny końskiej. Żmii nie trzeba łapać, a już z całą pewnością nie wolno jej zabijać – lekarz po śladzie określi, jaki wąż zaatakował, a na wszelki wypadek poda zastrzyk. Pamiętajmy o tym, że żmija nigdy nie uderza znienacka - najpierw głośno syczy, chyba, że na niej usiądziemy czy na nią nadepniemy. Wtedy jest szybka jak błyskawica. Nie należy też wierzyć w opowieści o tym, jak to gad gonił kogoś przez pół lasu tylko po to, żeby zatopić w nim zęby. To absurd.

Żmija jest jajożyworodna, w jednym miocie rodzi się do 15 młodych. O tej porze – kwiecień i maj - jest pora godowa tych gadów i można - choć to ogromna rzadkość - spotkać żmijowiska, czyli kłębiące się żmije, szukające partnerów. Takie widoki są dość częste na Podlasiu i Wileńszczyźnie. Ja w życiu trafiłam na takie widowisko raz i byłam oczarowana.
Żmije są piękne - to wspaniałe, królewskie gady, o czym świadczą najlepiej zdjęcia Pana Andrzeja Zawalicha.
Przepięknym wężem jest gniewosz plamisty - spotkanie gniewosza to rzadkość. Gad przypomina żmiję zygzakowatą, bo często na grzbiecie ma plamy, czasami układające się w dość wyraźny zygzak biegnący przez całe tułowie. Jest niejadowity - to jedyny polski dusiciel. Swoje ofiary oplata ciałem, dusi, a potem pożera w całości. Gniewosz, w odróżnieniu od żmii ma okrągła źrenicę oka. Wiem, że trudno wpatrywać się w oczy węża, ale czasami warto, zanim podniesie się z ziemi kij. Gniewosz – jak sama nazwa wskazuje - nie jest gadem zbyt łagodnym. Atakuje sprowokowany, ale ugryzienie nie ma konsekwencji zdrowotnych. Fakt - rozzłościć go łatwo, ale gniewosze nie żywią się ludźmi - wolą myszy i drobne gryzonie. Jeśli uda nam się spotkać tego węża, doceńmy jego urodę - wygląda jak biżuteryjny wężyk, przepięknie lśni w słońcu. Stąd właśnie nazwa „miedzianka”.
Teraz - podobnie jak u żmii - trwa okres godowy tych pięknych gadów.
Kolejny polski wąż to zaskroniec. Zaskroniec jest niegroźny, ale zarówno wyglądem, jak i wielkością przypomina żmiję. Ma fajną cechę - zaatakowany najpierw udaje martwego, a jeśli to nie skutkuje, wydziela wyjątkowo cuchnącą ciecz. Praktycznie nie atakuje człowieka - to człowiek jego atakuje, podejrzewając go o bliskie związki z bardzo odległą kuzynką. Swoją nazwę zwierzak zawdzięcza plamom na głowie, usytuowanym „za skroniami”. Pamiętam, że kiedyś pojawienie się zaskrońca w domu było uważane za dobry omen, bo to zwierzę podobno chroni domowe ognisko. Z moich doświadczeń w tym gadem wynika, ze dom w którym mieszka hurtem opuszczają myszy.
I jedyny nie-wąż w wężowym zestawieniu - padalec. To przedziwne zwierzę to zwykła jaszczurka tyle, ze beznoga. Jeśli ktoś obserwował padalca, ten dostrzeże, że porusza się on „drewnianie” - nie potrafi wić się tak jak węże, jest dziwnie sztywny. Jest dość powolny i kompletnie nieszkodliwy. W odróżnieniu od węży ma tępy pysk, niemal zlany z tułowiem i krępy ogon. Zaatakowany często odrzuca ogon wzorem innych jaszczurek i ten już nigdy nie dorasta do pierwotnej wielkości. Różni się znacznie od węży - one polują w dzień. Padalec woli zmierzch i noc. Podobnie jak węże swoją ofiarę wyczuwa za pomocą wibrującego języczka, ale z powodu swojej powolności nie jest w stanie dopaść szybszych zwierząt. Zadowala się ślimakami i owadami, czasami dopadnie jakiegoś malutkiego ssaka. Swoją zdobycz musi przytrzymać i pożreć żywcem - nie posiada zębów jadowych. Z niepojętych przyczyn to kompletnie bezbronne stworzenie mylone jest ze żmiją zygzakowatą, ale to chyba u nas normalne - wszystko, co nie ma nóg i pełza musi być żmiją.

Kilka dni temu z padalcem zetknęłam się w dość dziwnych okolicznościach. Znajomy przyniósł mi to zwierzę do domu, w plastikowym worku, z prośbą o natychmiastowy kontakt z weterynarzem i lekarzem. Zwierzak podobno zaatakował jego córkę. Atakujący padalec to dość kuriozalna historia, ale znajomy był przerażony, bo jaszczurka wyglądała mu na żmiję. Na wszelki wypadek przyłożył zwierzęciu kijem. Na szczęście obrażenia nie są zbyt poważne i padalec za kilka dni wróci do lasu. Padalec podobno „rzucił się na dziewczynkę jak błyskawica”. To raczej mało prawdopodobne, bo szybkość tego stworzenia nie należy do imponujących. Jedno jest pewne - zwierzę wystraszyło się na równi z „zaatakowaną”, bo odrzuciło ogon.

W ten sposób na kilka dni mój domowy zwierzyniec powiększył się o jaszczurkę. Tę udało się uratować, ale ile zwierzaków ginie tylko dlatego, ze pełzają, trudno wyczuć. Ludzka bezmyślność nie zna granic...
Anka Grzybowska
Zdjęcia pełzających stworzeń są autorstwa Andrzeja Zawalicha.
|
Człowiek ze strachu potrafi robić naprawdę kuriozalne rzeczy. Mdleć też i to mu wolno. Gorzej kiedy ze strachu zabija.
Ja kiedy widzę żmiję to po prostu schodzę jej z drogi. Kiedyś napotkaliśmy jedną, będąc w towarzystwie czteroletniego wtedy synka. Na wszelki wypadek wzięliśmy go na ręce, by jakimś nieopatrznym ruchem nie wystraszył gada. I podeszliśmy na tyle blisko by mógł się jej przyjrzeć. Nie wiadomo kiedy znów trafi mu się taka okazja. Głupich bezmyślnych zabójców wciąż chodzi po lasach zbyt wielu (i nie mam tu na myśli gadów)