Ostatnio dodane

Previous następna
UWAGA! POSZUKUJEMY PRZEMKA KRUPKI! Wczoraj około 10 rano wyszedł z domu i do tej pory nie wrócił Przemek Krupka z ulicy Słowiańskiej. Przemek zostawił otwarte mieszkanie, włączony komputer. Nie zabrał ze sobą dokumentów i komórki. ... Więcej...
Festyn na Orliku Przypominamy, że dzisiaj o 12:00 na Orliku rozpoczyna się festyn organizacji pozarządowych. Atrakcje może na kolana nie powalają, ale dzieciaki przez cały dzień znajdą dla siebie jakieś zajęcie. W pro... Więcej...
Wiata a'la scena Dziwna budowla, która pojawiła się koło pomnika Osieckiej na terenie gimnazjum (potężne, klinkierowe słupy, przykryte deskami) to - jak informuje Artur Chudzik -  "wiata a'la scena":   - W tym roku ... Więcej...
Szmit czyta Dudę Gdyby ktoś z Państwa był ciekaw, co na kilka dni przed drugą turą wyborów prezydenckich ma nam do powiedzenia kandydat Duda, zapraszamy. Poseł Jerzy Szmit w kilku okolicznych miasteczkach będzie czyta... Więcej...
"Święta rodzina" - dogrywka w sprawie Kaczorów I znowu „sprawa Kaczora”… Tym razem dokrętki programu Elżbiety Jaworowicz w Warszawie, w których nie uczestniczyłam osobiście, tylko telefonicznie. Nie wiem, kiedy ten materiał się ukaże, ale warto bę... Więcej...
Grafik odbioru odpadów Na prośbę mieszkańców (były jakieś kłopoty z uzyskaniem informacji na ten temat w ZUK-u) zamieszczamy pełny grafik wywozu odpadów selektywnych z całej gminy Ruciane-Nida.   Więcej...
Kontrole w ZUK i Domu Kultury Jak się dowiadujemy nieoficjalnie, burmistrz Feliński zlecił kontrolę w Zakładzie Usług Komunalnych. Jednocześnie radni z Komisji Rewizyjnej mają zamiar przeprowadzić podobną kontrolę w Domu Kultury. ... Więcej...
Dziękujemy za wizytę :) Dziękujemy za wizytę :) Tylu nas było na Obserwatorze dzisiaj, niemal w samo południe :) Więcej...
Masz talent? Zgloś się - już 16 maja casting w Olsztynie Już w kwietniu i maju po raz ósmy ekipa „Mam Talent!” wyruszy na poszukiwania najbardziej utalentowanych mieszkańców Polski. Jeśli uważasz, że masz talent – przyjdź na casting. Pokaż co potrafisz.   ... Więcej...
Cyrk pcheł   Kilka dni temu w domu jednego z naszych mieszkańców miałam niekłamaną przyjemność spotkać się z Elżbietą Jaworowicz, znaną ze Sprawy dla reportera. Przyjechała zrobić materiał interwencyjny. Rozmaw... Więcej...
Król i Opalach ukarani przez RIO Regionalna Izba Obrachunkowa ukarała byłego burmistrza Zbigniewa Opalacha i byłą skarbnik gminy Barbarę Król naganą i karą pieniężną w wysokości 300 złotych za naruszenie dyscypliny finansów publiczny... Więcej...
Pijany Litwin Dzięki zgłoszeniu zaniepokojonego obywatela piscy policjanci zatrzymali nietrzeźwego kierującego. Był nim 49-letni obywatel Litwy jadący pojazdem marki Iveco.  Do kontroli drogowej doszło na ulicach P... Więcej...

Polecane artykuły

Gdzie się podziały tamte pieniądze, niezapomniane? cz.4 Gazetka gminna

Zazwyczaj bywa tak, że władze gminy mają swoje gazetki. Poziom tych dziwnych periodyków jest zazwyczaj żenujący, a ich jedyną funkcją jest propaganda sukcesu, ewentualnie publikowanie jakiś kompletnie odlotowych listów burmistrza na temat oponentów. Najpierw mieliśmy „Gminne ABC”, a potem „Ruciane-Nida”.  Ta ostatnia gazetka od początku istnienia wzbudzała spore kontrowersje – podawane tam informacje były, delikatnie rzecz ujmując, wyssane z palca. To właśnie tam mogliśmy się dowiedzieć, że most w Wojnowie został ukończony w lipcu zeszłego roku… Publikowane tam były także listy pana Opalacha dotyczące opozycji. Świetne.  Kiedy je czytałam ubawiłam się jak norka. Ta  zjawiskowa gramatyka, ta interpunkcja. Rewelacja…

 

No dobrze, ale gazetki już nie ma i nic nie wskazuje na to, żeby była, a nas najbardziej interesuje, ile to cudo kosztowało. Historię gazetki można podzielić z grubsza na dwa okresy -  w pierwszym składem, łamaniem i drukiem zajmowały się wynajęte firmy, w drugim skład i łamanie wzięli na siebie specjaliści z Urzędu Gminy, a druk zlecali w Białymstoku. Zanim jednak gmina tym się zajęła, zakupiła programy za jedyne 2737 złotych. I tu powstała moja pierwsza wątpliwość. We wcześniejszych fakturach znalazłam znane nam wszystkim programy z pakietu Office, w tym świetnego Publishera w wersji Professional. Publisher to znakomity program do składu takich właśnie małych wydawnictw. Wiem , co mówię, bo zarówno ja, jak i Jacek właśnie tym programem od lat się posługujemy, także przy składzie gazet, w tym Obserwatora w wersji papierowej. Po cholerę płacić takie pieniądze?

 

OK -  fachowcy z Rucianego-Nidy musieli mieć absolutnie profesjonalne oprogramowanie, ale wróćmy do podstaw, czyli do faktur „pakietowych”, czyli za łamanie, skład i druk w jednym. Faktury opiewały średnio na niemal 3000 złotych za 1500 egzemplarzy. Czyli 2 zety za sztukę. Drogo jak cholera. Mimo to przez prawie trzy lata gmina płaciła tyle za wydanie, czyli za miesięczny nakład. Dodajmy, że gazetka była darmowa i nie miała wpływów z reklam, za to reklamowała sporo podmiotów, między innymi stronkę pewnej pani z Warszawy, która pisała u nas o jakiś paniach na wycieczce do Białowieży. I kolejne sprawa -  druk liczy się w sposób zupełnie prosty: najdroższy jest kolor, czyli strony w pełnym kolorze (fullcolor). Na każdą stronę trzeba aż czterech blach. Na strony czarno-białe dwóch. Każda gazeta oszczędza i kolor daje na rozkładówce (środek gazety), albo okładce (pierwsza i ostatnia strona). Gmina nie oszczędzała.

 

Po pewnym czasie ktoś poszedł po rozum do głowy i doszedł do wniosku, że skład i łamanie można robić siłami fachowymi gminy. Jak przypuszczam, robił to Paweł Wagner. To rozsądna decyzja -  w taki sam sposób obniżaliśmy koszty Obserwatora. Skład robiliśmy sami. Porównanie faktur „pakietowych” i faktur za sam druk daje nam mniej więcej obraz tego, ile kosztował skład i łamanie gazetki. I tu dochodzi kolejny problem -  cena za druk jest bardzo wysoka. Dla porównania -  2500 egzemplarzy Obserwatora warte było około 1200 złotych za wydanie. Dzisiaj dzwoniłam do kilku zaprzyjaźnionych drukarni i wynegocjowałam „z palca” ceną za druk około 1000 złotych. Mówimy tu o rozpiętości między 1500 a 2500 egzemplarzy. W tych widełkach cena jest ta sama, bo najdroższe są matryce i rozruch maszyn. Druk gazetki gminnej to 1863 złote 45 groszy,

 

Zapytałam mojego przyjaciela, Jacka Dobrzynieckiego ile wziąłby za skład takiej gazetki jak „Ruciane-Nida” z zachowaniem dynamicznego składu (czyli takiego jak w Fakcie, nie w Wyborczej, która ma skład blokowy). Zaśpiewał mi 5 stów bez znajomości. Skład dynamiczny jest nieco bardziej skomplikowany. Pamiętajmy, że najdroższy jest pierwszy skład, kiedy trzeba stworzyć matrycę, pozostałe numery po prostu dopasowuje się do tego, co już jest. Innymi słowy ma się gotowy podkład i tylko wlepia się teksty w już istniejące miejsca. Przy całej mojej sympatii dla Marka Truszkowskiego, który druk, łamanie i skład wycenił na 2970 złotych i 40 groszy -  trochę drogo to wyszło. Ja bym się ciężko kłóciła. Nawet biorąc pod uwagę cholernie drogi druk, firma Marka za sam skład i łamanie brała 2927 złotych i 40 groszy minus 1863 złote 45 groszy. Innymi słowy za skład i łamanie Marek brał około 1063 złote 95 groszy. Oczywiście musimy wziąć poprawkę na niewyszczególnioną w fakturze cenę druku, ale z tego, co mi wiadome, Marek od lat drukuje w Białymstoku Tygodnik Piski i jak sądzę ma spore zniżki.  Jakby na to nie patrzeć, Marek Truszkowski w tym nie zawinił. Tyle mu dawano i on tyle brał.  Na jego miejscu zrobiłabym tak samo.

 

Cała ta gazetka nie miała sensu. Popatrzyłam na faktury -  ilość egzemplarzy wzrosła przed wyborami do 2500 egzemplarzy. Wraz z nakladem wzrosła też cena druku. Innymi słowy wszyscy finansowaliśmy kampanię wyborczą burmistrza, czyli dziwaczną „gazetkę retrospektywną”  z takimi rewelacjami jak most w Wojnowie. 2 złote za egzemplarz to zdzierstwo.

 

Paweł Wagner nadal pracuje w UMiG. Mam szczerą nadzieję, że nie ma już co składać i łamać. Wliczając w to plakaty z Pinokiem i inne śliczne druki publikowane na potrzeby wyborów, tudzież podróże z gminnymi komputerami z których zniknęły wszystkie dane.

 

Fakturami w razie potrzeby służę.

 

ag

Więcej...

Gdzie sie podziały tamte pieniądze, niezapomniane? cz.3 - V jak Victory

Właścicielami sklepu Victoria w Nidzie, jak ogólnie wiadomo, są członkowie bardzo bliskiej rodziny byłego wiceburmistrza Zdzisława Stecki. Poza tym to właśnie w tym sklepie „staż” odbywała była konkubina burmistrza Opalacha. Innymi słowy, można uznać, że Victoria to miejsce zaprzyjaźnione z poprzednią władzą.

 

Sumy zakupów w Victorii są rekordowe. Przyjrzyjmy się najpierw zestawieniu przygotowanemu na moją prośbę przez Urząd Miasta, czyli  zakupom robionym jedynie przez UMiG.

 

W 2011 UMiG zrobił w Victorii zakupy za 8 194 zł 23 gr, rok później suma wzrosła do 15 253 zł 49 gr. Kolejny rok 2013 to już 34 943 zł 11 gr. W zeszłym roku do kasy Victorii wpłynęło 36 219 zł 82 gr. Tendencja jest wyraźnie wzrostowa. Co kupowano? Wszystko -  od środków czystości, przez różnego rodzaju żywność, po duże zakupy na potrzeby imprez takich jak Dni Rucianego-Nidy.

 

W oczy rzuca się faktura sprzed ostatnich wyborów - żywność za 1705 złotych 75 groszy z 22 października 2014 roku. Następne też są szokujące -  co robiono z tym całym dobrem w Urzędzie Miasta?... To są tysiace złotych wydanych na żywność w jednym tylko miesiacu, w którym nie było żadnych dużych gminnych imprez!

 

Dla porównania -  w 2010 roku, za czasów Leszka Gryciuka Victoria wzbogaciła się jedynie o 3 604 zł 95 gr

 

W sumie UMiG przez 4 lata rządów Opalacha dokonał w Victorii zakupów za 94 610 zł 65 gr. Zdaniem księgowości w UMiG były to zakupy w cenach detalicznych, nie hurtowych. Na fakturach nie ma żadnego upustu, czyli kupowano towary po cenach „z półek”. Popytałam w Urzędzie Miasta -  nikt nie może sobie przypomnieć, żeby było robione jakiekolwiek zapytanie o cenę, o negocjowaniu rabatów nie wspomnę. Zdaniem Jerzego Waszkiewicza, odpowiedzialnego w gminie za przetargi, nie było takiej konieczności, bo sumy na pojedynczych fakturach nie przekraczały 30 tysięcy Euro, wiec nie wchodziło to w tryb przetargu. Z kolei pojedyncze zakupy zgodnie z regulaminem UMiG nie musza być poprzedzone ani zapytaniem, ani negocjacjami.  Innego zdania jest pani Gałgowska z księgowości -  ona twierdzi, że przy tak dużych sumach zbiorczych powinno być przynajmniej zapytanie o cenę, zwłaszcza, że część tych faktur to faktury za duże zakupy na potrzeby imprez masowych.  Na wszelki wypadek zadzwoniłam do kilku sklepów w gminie z prośbą o informację czy ktoś z UMiG składał jakieś zapytania, ewentualnie porównywał ceny. Nikt tego nie pamięta.

 

Nie tylko UMiG robił zakupy w Victorii -  stałym klientem był Dom Kultury, który także w Victorii kupował wszystko -  od rękawiczek jednorazowych po ciasteczka, keczup i majeranek. Sądząc po zakupach, Dom Kultury prowadził jakąś ożywioną działalność gastronomiczną. Większość zakupów to najprawdopodobniej produkty na jakieś festyny i święta gminne.  Ile zostawiła w Victorii pani Nosek?  W 2011 roku, czyli za czasów Klimaszewskiej-Rodzim w Victorii niczego nie kupiono. Zaczęto w 2012 roku i wydano 1412 zł 47 gr. W 2013 Dom Kultury zostawił w Victorii 2400 zł 35 gr, w 2014 1383 zł 89 gr. Dla porównania – w 2010 roku, za czasów Leszka Gryciuka Dom Kultury zrobił w Victorii zakupy za łączną kwotę 34 zł  44 gr. W sumie za czasów pani Nosek w Victorii kupiono towary za 5196 zł 71 gr.

 

ZUK nie darzył Victorii specjalnym uczuciem -  w 2012 roku wydał tam 601 zł 71 gr, w 2013 606 zł 19 gr, a w 2014 jedynie 23 zł 76 gr. W sumie dało to 1231 zł 66 gr. Za pozostałe lata nie mamy żadnych danych. MOPS też wyłamał się z ogólnie przyjętej tendencji i w Victorii kupował przeważnie karty do doładowań w Plusie.

 

Podliczmy  - w latach 2011-2014 rachunek w sklepie Victoria wyniósł ogółem 101 039 złotych i 32 grosze, nie licząc doładowań MOPS-u. Dlaczego nie robiono zakupów w dyskontach, a najlepiej w hurtowniach? Jak mówią mi nieoficjalnie pracownicy gminy: „Mieliśmy ustne polecenie robienia zakupów w Victorii. Na piśmie rzecz jasna niczego nie dostaliśmy.”

 

 

ag

 


Poniżej zestawienie faktur za zakupy Urzędu Miasta i Gminy  w sklepie Victoria w latach 2010-2014.

 

Więcej...

Gdzie się podziały tamte pieniądze, niezapomniane? cz.2, Sylwester pod Gwiazdami

Od kilku lat usiłowałam dostać się do faktur za „Sylwester pod Gwiazdami”, organizowany przez Dom Kultury za czasów panowania kierowniczki Nosek. Cena tej raczej dość żenującej imprezy wydawał mi się -  delikatnie rzecz ujmując -  wygórowana. Nie mogłam zrozumieć, jak w tak małej gminie można zapłacić za DJ-ja i dwie godziny występu jakiegoś mizernego zespoliku pięciocyfrowe sumy.

 

Faktur nie mogłam wydobyć w żaden sposób -  szefowa Domu Kultury zasłaniała się tajemnica handlową (w przypadku pieniędzy publicznych takowa nie istnieje) i Ustawą o ochronie danych osobowych, co już w ogóle zakrawało na paranoję. Moja ciekawość rosła -  dlaczego kierowniczka Domu Kultury tak broni tych papierów?...

 

Dwa tygodnie temu wystąpiłam z wnioskiem o udostępnienie informacji publicznej do obecnego burmistrza gminy. Ten nie mógł mi odmówić -  każdy z nas ma prawo wglądu w dokumenty gminy. O dziwo -  znowu odezwała się pani Nosek. Jak mówił mi sam burmistrz „opór materii w sprawie tych faktur był ogromny”. Innymi słowy, pani kierownik robiła co mogła, żeby papiery nie wypłynęły. Moja ciekawość sięgnęła zenitu, wreszcie dopadłam tajemniczych dokumentów. Nie ma ich zresztą dużo, raptem kilka faktur i rachunków. Przejrzałam to wszystko i parsknęłam śmiechem. Bo jak nie wiadomo o co chodzi, to rzecz jasna chodzi o szmal.

 

Moja przygoda z Sylwestrem Pod Gwiazdami zaczęła się w 2012 roku. Wówczas na scenie w Rucianem wystąpił zespolik disco-polo o nazwie Model MT (Sylwester 2012/2013). Ile może kosztować zatrudnienie takich artystów? Za sylwestrową noc tej rangi zespoliki biorą około 3 000 złotych, normalnie na dyskotece około 1500, ale tu mówimy o nietypowym terminie i imprezie plenerowej. Wynajem sceny takiej, jaka wtedy była używana to koszt 2 000 do 3 000 złotych. W sumie mamy około 5-6 tysięcy.  Ile płacił Dom Kultury za te usługi agencji artystyczne ARBAS z Pisza, która wówczas tym się zajmowała? 20 000 złotych. Oddzielnie opłacana była ochrona (3 000 złotych). Problem w tym, że w poprzednim roku ochroniarze kosztowali niecałe 500 złotych -  teraz agencja ochrony wzięła 6 razy więcej. Mimo to nie udało się opanować pijanego tłumku na Kwiatowej i na scenę poleciały petardy.

 

Więcej...

Sprawa Kaczora - dwie wersje z dramatem w tle

Sprawa Kaczora to temat, którym zajmuję się od bardzo dawna. Za każdym razem, kiedy o tym wszystkim rozmawiam z którąś ze stron konfliktu, słyszę dwie różne wersje wydarzeń. Obie strony -  urzędnicy i sam Kaczor -  twierdzą, że są kompletnie niewinne i zrzucają wszystko na przeciwników. Na dodatek co innego urzędnicy mówią oficjalnie, a co innego prywatnie. Prawda, jak to zwykle bywa, leży pośrodku. Sprawa Kaczora jest dla mnie osobiście cholernie bolesna, bo czuję tu dramat i nie mogę z tym nic zrobić -  z jednej strony rozbijam się o mur niechęci do tego człowieka, z drugiej o czynnik ludzki.

 

Zacznijmy od początku, czyli od historii konfliktu, którą dzisiaj przedstawił na sesji Artur Chudzik.

 

W 1999 roku Kaczorowie dostali przydział na mieszkanie w starej szkole w Osiniaku. Wówczas było ich czworo i dostali trochę ponad 40 metrów, czyli wystarczająco dużo. W 2012 roku wyprowadzili się sąsiedzi, a ponieważ rodzina zdążyła powiększyć się do 10 osób, więc schedę po nich otrzymał Jerzy Kaczor. W sumie daje to 81 metrów z groszami. Na czas remontu mieszkania Kaczor poprosił ówczesnego burmistrza Opalacha o użyczenie mu korytarzyka łączącego obie części -  ten się zgodził. Dalej wersje się rozmijają -  Kaczor twierdzi, że Opalach obiecał mu korytarzyk. To bardzo prawdopodobne -  to był okres referendum i Kaczor utrzymuje, ze miała być to swego rodzaju zapłata za działanie na rzecz komitetu burmistrza. Świadków rozmowy Kaczora i Opalacha nie ma.

 

Więcej...

Gdzie się podziały tamte pieniądze, niezapomniane? cz.1

Wielu z nas zastanawia się, na co wydawane były gminne pieniądze. Poprosiłam o skany faktur na zakup przeróżnych gadżetów. Wcześniej nie mogłam sie do nich dostać bo były bronione z podziwu godną zajadłością, a urzednicy, którzy mi o tym mówili ryzykowali pracą. Pisałam o tym wielokrotnie i zazwyczaj dowiadywałam się, że kłamię. Miało to jakiś pokrętny sens, bo nikt rozsądny nie wpadłby na pomysł kupowania na rachunek zakładu pracy teczek, laptopów, komórek i kawiarek. Zobaczmy w takim razie na co były wydawane pieniądze podatnika. Zacznijmy od sławnych teczek. Było ich kilka, a suma przekracza najniższą krajową. Jak widać, posiadanie teczki było sprawą niezwykle pilną, bo był to jeden z pierwszych zakupów burmistrza Opalacha.

Więcej...

Kontakt z nami:

tel. 87 423 24 84

kom. 692 737 484

obserwator@obserwator.org


UWAGA! POSZUKUJEMY PRZEMKA KRUPKI! Drukuj Email
Wpisany przez red   
poniedziałek, 22 czerwca 2015 16:35

Wczoraj około 10 rano wyszedł z domu i do tej pory nie wrócił Przemek Krupka z ulicy Słowiańskiej. Przemek zostawił otwarte mieszkanie, włączony komputer. Nie zabrał ze sobą dokumentów i komórki.


Przemek ma 33 lata, jest brunetem, około 180 centymetrów wzrostu. W chwili zaginięcia miał na sobie pomarańczową bluzę, szare spodnie i czarne buty. Jeśli ktokolwiek z Państwa widział Przemka wczoraj lub dzisiaj, serdecznie prosimy o zawiadomienie najbliższej jednostki policji.

 

 

red

 
Festyn na Orliku Drukuj Email
Wpisany przez ag   
sobota, 30 maja 2015 06:30

Przypominamy, że dzisiaj o 12:00 na Orliku rozpoczyna się festyn organizacji pozarządowych. Atrakcje może na kolana nie powalają, ale dzieciaki przez cały dzień znajdą dla siebie jakieś zajęcie. W programie między innymi turniej piłki nożnej i zumba.

 

ag

 
Szmit czyta Dudę Drukuj Email
Wpisany przez ag   
piątek, 15 maja 2015 13:49

Gdyby ktoś z Państwa był ciekaw, co na kilka dni przed drugą turą wyborów prezydenckich ma nam do powiedzenia kandydat Duda, zapraszamy. Poseł Jerzy Szmit w kilku okolicznych miasteczkach będzie czytał list ewentualnej głowy Państwa. Samego kandydata raczej nie zobaczymy. Najbliżej mamy do Mrągowa (16 maja) i Piszu (17 maja).

 

Poseł Jerzy Szmit zaprasza wszystkich, którzy chcą wesprzeć kampanię prezydencką Andrzeja Dudy zaprasza na lokalne spotkania, podczas których zostanie odczytany list Kandydata na Prezydenta RP Andrzeja Dudy do mieszkańców Warmii i Mazur:

16 maja 2015r:

Mrągowo – godz. 12.00 – skwer Jana Pawła II

Kętrzyn – godz. 14.00 – Pl. Piłsudskiego

Giżycko – godz. 16.00 – Pl. Grunwaldzki (przy kinie Fala)

Węgorzewo – godz. 17.30 – Pl. Króla St. Leszczyńskiego (obok Urzędu Miasta)

Gołdap – godz. 19.00 - Pl. Zwycięstwa (skrzyżowanie z ul. Armii Krajowej)

17 maja 2015r.:

Olecko – godz. 9.30 – Pl. Wolności

Ełk – godz. 11.00 – Pl. Jana Pawła II (przy pomniku)

Pisz – godz. 14.00 – Pl. Daszyńskiego

Szczytno – godz. 16.00 – Pl. Juranda

Nidzica – godz. 18.00 – Pl. Wolności (między kościołem a ratuszem)

 

ag

 
Grafik odbioru odpadów Drukuj Email
Wpisany przez ag   
środa, 13 maja 2015 12:34

Na prośbę mieszkańców (były jakieś kłopoty z uzyskaniem informacji na ten temat w ZUK-u) zamieszczamy pełny grafik wywozu odpadów selektywnych z całej gminy Ruciane-Nida.

 

Więcej…
 
. Drukuj Email
Wpisany przez zespół Obserwatora   
czwartek, 07 maja 2015 13:18

Paniom

Grażynie i Annie Krupom

 

składamy najserdeczniejsze wyrazy współczucia z powodu śmierci

 

Męża i Ojca

 

 

zespół Obserwatora

 
Cyrk pcheł Drukuj Email
Wpisany przez naczelna   
wtorek, 05 maja 2015 10:32

 

Kilka dni temu w domu jednego z naszych mieszkańców miałam niekłamaną przyjemność spotkać się z Elżbietą Jaworowicz, znaną ze Sprawy dla reportera. Przyjechała zrobić materiał interwencyjny. Rozmawiałyśmy między innymi o tym, co działo się i dzieje w Rucianem, o arogancji i bucie władzy. Jaworowicz miała okrągłe oczy. Trudno jej się dziwić, bo takie jazdy są możliwe chyba tylko tutaj. W pierwszym lepszym podwarszawskim miasteczku burmistrz czuje nabożny strach przed mieszkańcami, u nas ma ich w głębokim poważaniu. Mam nadzieję, że temat uda się pociągnąć bo jest faktycznie niesłychanie ciekawy i nośny medialnie. Mam też nadzieję, że potencjalny widz nie uzna tego za dziełko z serii political fiction. Ruciane-Nida to taka Polska B w pigułce, krzywe zwierciadło demokracji i samorządności.

 

Przyglądam się temu, co dzieje się w Rucianem z rosnącym zdziwieniem. Kilka miesięcy temu na własne uszy słyszałam zapowiedź zwolnienia 7 etatów w urzędzie gminy. Dzisiaj dowiedziałam się, że 6 osób już straciło pracę. Wymieniono nazwiska: Stecka, Opalach, Zapolska, Król, Strzałkowski i jako szóstego Czaplickiego. Siódmej osoby jeszcze nie ma. Na moją nieśmiałą uwagę, że święta piątka poprzedniej kadencji zwolniła się niejako sama, usłyszałam: „ja to wiem, ty wytłumacz to Felińskiemu”. Nie wiem, co mam mu wytłumaczyć, bo to, że robi żywcem ludzi w bambuko chyba wie doskonale.

 

Kilka dni temu w jednej z odległych wsi miała miejsce spora popijawa. Niby żadna sensacja, ale pojawiły się na niej tuzy poprzedniej kadencji i rozmawiano o ewentualnym referendum. To nie jest scenariusz nieprawdopodobny. Sezony turystyczne z roku na rok są coraz gorsze, nie ma prac interwencyjnych i robót publicznych, nie ma inwestycji, wiec nie ma pracy w ogóle, nie ma jakichkolwiek perspektyw, ludzie uciekają gdzie pieprz rośnie, za chwilę zacznie się kolejna podwyżka ciepła, nie będzie na opał, we wrześniu trzeba będzie kupić podręczniki na które nie ma pieniędzy, etc, etc. Zdesperowani ludzie, których dotyka to bezpośrednio, Felińskiego zadepczą. Pójdą do referendum walczyć o swoje, a jak wiadomo w referendum głosuje się nogami. Nie będę zdziwiona, jeśli w listopadzie po raz kolejny będziemy odwoływać burmistrza gminy i nie zdziwi mnie także, jeśli Felińskiego zastąpi chociażby Stecka.

 

Feliński ma problem, którego jeszcze w swoim samozadowoleniu nie dostrzega -  tym problemem jest coś co na własny użytek nazywam „czynnikiem ludzkim”. On nie wie, albo nie chce wiedzieć, że jego działania doprowadzają do tego, że szary mieszkaniec zaczyna coraz częściej zastanawiać się, co go podkusiło, żeby oddać na tego człowieka głos. Jak ogólnie wiadomo, każda rewolucja zaczyna się bardzo prosto -  od garnka z kaszą. Potem pod ten garnek podkłada się jakąś mniej lub bardziej pokrętną ideologię, ale pierwsza jest kasza, a właściwie jej brak. U nas taki proces właśnie się zaczyna. Feliński usiłuje oddłużyć gminę, bijąc rekord świata w szybkości wyjścia z kryzysu. Zabawa polega na tym, że robi to kosztem ludzi i to się na nim zemści w straszny sposób.

 

Feliński traci poparcie. Nawet ci, którzy jeszcze nie tak dawno mówili o nim w superlatywach, zaczynają poważnie zastanawiać się, co się z tym człowiekiem dzieje. Jedni mówią o narcyzmie, inni o wodzie sodowej, kolejni twierdzą, że burmistrzowanie Felińskiego przerosło i siadł psychicznie. Coś w tym jest, bo wokół niego robi się pustawo, a Feliński zaczyna mieć problemy z własnymi radnymi. Bardzo szybko przestała istnieć „drużyna Felińskiego”, coraz mniej osób chce być z nim kojarzonych.  Arogancję i narcyzm widać było już w drugiej turze wyborów, kiedy to przyszły burmistrz obraził swoich kolegów z opozycji, którzy mimo to lojalnie i zgodnie z umową udzielili mu poparcia, chociaż prywatnie komentowali to bardzo różnie. Niesmak pozostał do dzisiaj, a zainteresowani nawet nie usłyszeli „dziękuję”. Mam wrażenie, że to właśnie wtedy Feliński uwierzył w swoją wielkość, kompletnie nie przyjmując do wiadomości, że to nie jego wybraliśmy burmistrzem -  my po prostu głosowaliśmy przeciwko Opalachowi. Co więcej -  Feliński jest święcie przekonany, ze zostałby burmistrzem bez niczyjej pomocy (może za wyjątkiem swojego jeszcze wówczas wiernego giermka), nie dostrzegając, że grunt pod te wybory był w pocie czoła przygotowywany przez cztery lata, na dokładkę bez jego udziału, bo skupił się na prywatnych interesach: sądzie pracy i walce o stołek. Przyznam, że nie przypominam sobie Felińskiego walczącego w szeregach opozycji, chociaż jego nazwisko od czasu do czasu gdzieś tam się przewijało. Bohaterstwa w tym nie było -  pan Piotr starał się nie rzucać w oczy i był szalenie ostrożny i zachowawczy. Nawet to, że miał ochotę po referendum wystartować na burmistrza Rucianego, było ściśle strzeżoną tajemnicą.

 

Feliński liznął jakąś teorię liberalnego, amerykańskiego ekonomisty i uznał, że Ruciane świetnie się nadaje do eksperymentów. Jego opowieści o „uszczelnieniu podatków” można śmiało włożyć między bajki, podobnie jak krzywe i wykresy w których się lubuje i którymi zadręczał słuchaczy swoich przedwyborczych wykładów. Tu się nie da niczego „uszczelnić” -  ludzie nie płaca podatków nie dlatego, że mają takie widzimisię, tylko dlatego, że nie mają pieniędzy. Tego Feliński nie rozumie i straszy komornikami. Tu właśnie po raz kolejny pojawia się „czynnik ludzki” – Feliński widzi gminę w formie wydumanych wykresów, a człowiek nie jest punktem na krzywej, tylko żywą, czującą i myślącą jednostką, która ma dzieci, rodzinę i kłopoty finansowe. Do dobrze sytuowanego burmistrza nie dociera, że komornik i ponaglenia są o kant potłuc, bo nawet jeśli ten komornik przyjdzie, to co zabierze? Stary telewizor?  Kulawe krzesło? Nie wiem skąd w burmistrzu taka wiara w moc papierka -  papierków z ponagleniem ów mieszkaniec dostał już zapewne sporo, a skoro do tej pory nie zapłacił, to dalej nie będzie płacił. Chyba burmistrz nie przypuszcza, że z miłości do gminy patriotycznie nastawiony szary Kowalski wysupła ostatnie zaskórniaki i w zębach przyniesie je do kasy? Kowalski nie płaci, firmy też nie płacą. Może zamiast ścigać Kowalskiego, niech burmistrz zajmie się tymi ostatnimi, bo ściągalność niespecjalnie się poprawiła, a przedsiębiorcy jakoś nie kwapią się do wsparcia zdychającej gminy.

 

Feliński nie robi reform -  to wszystko pozorowane ruchy, które mają za zadanie pokazać, że coś się dzieje, chociaż nie dzieje się nic. Mieszkańców traktuje się jak idiotów i o niczym się ich nie informuje. Wersja oficjalna jest taka, że nie ma kasy na gazetkę. Wersja mniej oficjalna, za to bliższa prawdy brzmi: „Feliński uwierzył we własną wielkość”. To jest człowiek, który po prostu nie widzi sensu w informowaniu mieszkańców o tym, co robi (a raczej czego nie robi), bo założył, że ma zawsze rację, a jak nie ma racji, patrz punkt pierwszy. Coś jest na rzeczy, bo ja tez nie mogę wyrwać informacji z gminy, a jeśli już jakąś od burmistrza dostanę, to okraszoną wyjątkowo dowcipnymi uwagami w stylu przedszkolnej piaskownicy. Tłumaczenia, ze informacje są podstawą demokracji, na nic się nie zdały. Mimo, ze zamieszczamy je bezpłatnie, niczego w zamian nie oczekując, i tak ich nie dostajemy. Efekt taki, że mamy czeski film, a plotka zaczęła zastępować prawdę. O wszystkim dowiadujemy się pokątnie, od osób trzecich. Czasami mam ochotę zakrzyknąć „Boże, błogosław Facebooka” bo tam od czasu można coś wyłowić. Poza tym pojawiło się kilka stronek, dość odlotowych -  jedna na przykład ma wąską specjalizację i informuje wyłącznie o imprezach. Nie wiem, dla kogo jest zrobiona, bo niewiele osób wie, że takie coś istnieje. Imprezy zresztą są od Sasa do lasa, chyba na siłę powstawiane z kalendarium innych, często dość odległych gmin, bo to co my mamy do zaoferowania jest żenujące.

 

Polityki informacyjnej Ruciane nie posiada w ogóle. Najśmieszniejsze są próby sprzedania własnej aktywności -  na każdej sesji burmistrz składa sprawozdanie z pracy miedzy posiedzeniami. Dowiadujemy się, że burmistrz spotkał się z tym i z tym, pojechał na koszt podatnika tu i tam, ale jak do tej pory nikt nie zadał podstawowego pytania: „i co z tych spotkań i wyjazdów wynika? Co pan, panie Feliński konkretnie załatwił? ”

 

Niebawem zobaczymy kolejny twór nowej kadencji -  regulamin pracy urzędu. To ważki dokument, owiany nimbem tajemniczości i reformatorstwa, trzymany póki co pod kluczem. Jak wiadomo, w gminie nic nie da się ukryć, więc wczoraj przejrzałam to ściśle tajne i poufne dzieło. Nie ja jedna, bo inny czytelnik „regulaminu” płacząc ze śmiechu pokazał mi stronkę gminy Orzysz i tamtejszy regulamin. Ja na to nie wpadłam, ale z przyjemnością porównałam obie wersje.  Nie jest to może dosłowna kalka (mam nadzieję, że pani burmistrz nie naruszyła w ten sposób czyichś praw autorskich) ale z lekka zmodyfikowana wariacja na temat. Przypomniał mi się program wyborczy Opalacha… Podobno regulamin się jednak nie spodobał i ma iść do poprawki. Szkoda, bo znalazłam w nim kilka fajnych rzeczy, zwłaszcza dotyczących stanowisk. Sądzę, że dla znawców tematu nie będą zaskoczeniem, ale tym mniej zorientowanym raczej się nie spodobają.

 

Jest i dobra strona medalu -  w gminie pojawiło się kilka zupełnie nowych szarych eminencji. Przyznam, ze osoby, które teraz czują się primus inter pares nieco mnie zaskoczyły, bo tego się po nich nie spodziewałam. Do tej pory potulni i ulegli, wręcz niewidoczni, nagle zaczęli podnosić głowy. Dziwne, że toleruje to ich szef, który nie tak dawno mówił o tym, że za jego kadencji nie będzie równych i równiejszych, no ale przynajmniej te kilka osób pozbyło się kompleksu niższości, a  to już coś.

 

Przyznam, że kiedy patrzę na to, co robi nowy burmistrz, mam wrażenie, że trafiłam do cyrku pcheł, w którym nic nie jest prawdziwe, a wszystko jest jedynie ułudą. Widzimy pchły, bo wmówiono nam, że one tam są, a my w to uwierzyliśmy. Tyle tylko, że pudełko jest puste, a mebelkami porusza kuglarz. Zastanawiam się, skąd to się bierze? Może ktoś na Felinskiego coś ma? Słuchy o tym krążą od dawna, a zbieranie haków to w Polsce sport narodowy. Za taką teorią przemawia to, ze Feliński jakoś nie zwalnia z pracy akolitów Opalacha, a na dodatek robi wszystko, co może, żeby nie wyciągnąć konsekwencji prawnych w stosunku do poprzedników. Dlaczego? W pacyfizm nie wierzę, w litościwość i miłosierdzie też. Pozostaje strach. A może chodzi bardziej o to, ze liźnięta teoria nie wystarczy i Feliński w tym wszystkim się pogubił? Może cała ta historia go po prostu przerosła i wpadł w przepaść między teorią a praktyką? A może to woda sodowa i niezachwiana wiara we własną nieomylność? Zachłyśnięcie się władzą? Może kompleksy faceta, który niemal jak Wokulski wyszedł z piwnicy i osiągnął szczyt swoich możliwości? Dlaczego nie zrobiono audytu jednostek podległych? Dlaczego nie wprowadzono planu naprawczego łącznie ze zwolnieniami i redukcją etatów? O co tu chodzi?

 

Nie rozumiem tego. Nie rozumiem, co ten człowiek usiłuje zrobić, o ile usiłuje. To nie jest Ryszard Petru, tylko zwykły Piotr Feliński.  Mam nadzieję, że uda mu się przetrwać chociaż dwa lata. Moja nadzieja ma wymiar czysto praktyczny -  założyłam się z kimś, że nie uda się odwołać burmistrza przed upływem połowy kadencji. Mój przeciwnik twierdzi, że położy go referendum w listopadzie tego roku. Ogólnie moi znajomi w większości obstawiają, że Feliński nie dotrwa do końca kadencji, a już nikt nie wierzy, żeby załapał się na następną.

 

No cóż -  póki co show must go on. Szkoda tylko, że nie dość, że robimy za durnych statystów, to do tego każą nam kupować cholernie drogie bilety na przedstawienie w którym bierzemy udział. Kompletna paranoja…

 

Anka Grzybowska

 

errata: przed chwilą dowiedziałam się od jednego z szalenie oburzonych urzędników, że tą siódmą, brakującą osobą jest Paweł Oleński. Jestem w kropce. Teraz już nic nie rozumiem...


ag

 
Wiata a'la scena Drukuj Email
Wpisany przez AG   
piątek, 29 maja 2015 09:31

Dziwna budowla, która pojawiła się koło pomnika Osieckiej na terenie gimnazjum (potężne, klinkierowe słupy, przykryte deskami) to - jak informuje Artur Chudzik -  "wiata a'la scena":

 

- W tym roku powstanie  podłoga, w przyszłym zadaszenie.

 

Budowla ma posłużyć już w tym roku podczas konkursu Agnieszki Osieckiej.

 

Ag

 
"Święta rodzina" - dogrywka w sprawie Kaczorów Drukuj Email
Wpisany przez Anka Grzybowska   
środa, 13 maja 2015 12:43

I znowu „sprawa Kaczora”… Tym razem dokrętki programu Elżbiety Jaworowicz w Warszawie, w których nie uczestniczyłam osobiście, tylko telefonicznie. Nie wiem, kiedy ten materiał się ukaże, ale warto będzie to zobaczyć, nie tyko z powodu Kaczora. Warto będzie zerknąć, jak funkcjonują media.

 

W programie oprócz Kaczora i jego nadzwyczaj milczących dzieci wzięło udział kilkoro gości panelowych, w tym Piotr Ikonowicz – działacz społeczny, radykał, ale w sumie człowiek sympatyczny. Wiem co mówię, bo znam go od dość dawna, co więcej jestem, członkiem-zalożycielem jego partii, chociaż przyznam,  że w niej nie działam, a moja aktywność ogranicza się do przyglądania się z boku jej poczynaniom. Nie wiedziałam, że Piotr weźmie udział w programie, na dodatek nikt nie przedstawił mi gości w studio -  gdybym wiedziała, byłabym lepiej przygotowana na to, co się miało wydarzyć. Oprócz Piotra była jakiś działacz Caritasu i pani mecenas. No i ja -  telefonicznie.

 

Program Jaworowicz rządzi się swoimi prawami, co znakomicie wykorzystał Kaczor. Czy zrobił to celowo, czy wyszło mu to przez  przypadek, to zupełnie inna sprawa.

 

Jaworowi cz obejrzała Kaczorów i wymyśliła leitmotiv: „święta rodzina”. Już poprzednim razem protestowałam przeciwko takim pomysłom, ale bezskutecznie. Kaczorowie mają cholerne problemy, ale o świętość ich raczej podejrzewać nie można. Kaczor „zapomniał’ powiedzieć o awanturach w MOPS-ie, z których ostatnia skończyła się dla niego oskarżeniem o pobicie i sprawą prokuratorską; o tym, że jego dwóch synów ma poważne problemy z prawem;  o nadzorze kuratora sądowego; o  możliwości ograniczenia praw rodzicielskich do dzieci; o tym, ze sąd, podejrzewając możliwość przemocy w rodzinie ma zamiar nakazać wgląd w sytuację rodzinną Kaczorów. Jaworowicz nie dopytywała, bo to kłóciło się z wizją programu. Podobnie jak kłóciło się z nią to, że Kaczor nie jest zostawiony sam sobie, bez grosza przy duszy, chociaż faktycznie -  jego sytuacja finansowa jest cholernie ciężka. Kaczor wspomniał w programie, że jedyne, co dostał od MOPS-u, to 1000 złotych jakiejś zapomogi. Przypominam, także zainteresowanemu, że oprócz 1000 złotych dostaje: zasiłek rodzinny na wszystkie 9-cioro dzieci,  stypendia dla dzieci uczących się, dodatki do zakupu podręczników, dodatek mieszkaniowy, zapłatę za obiady w szkole, bezpłatne kolonie letnie, pomoc żywnościową, dodatek na opał…  Kaczorowie dostają pełen pakiet socjalny.  O tym jakoś nie wspomniał.

 

Wróćmy do programu -  jak się okazuje (nie wiedziałam o tym, bo Sprawy dla reportera nie oglądam) -  po programie następuje zbiórka pieniędzy na szczególnie nieszczęśliwe przypadki. Trafiło na Kaczorów. Ze strony człowieka z Caritasu padło pytanie, czego Kaczor oczekuje. Okazało się, że domu -  wynajętego domu daleko od Osiniaka. Zabrzmiało dramatycznie i tak miało zabrzmieć, problem w tym, że Kaczor ma gdzie mieszkać, a tak naprawdę przydałoby mu się kilka kontenerów na śmieci, mop, wiadro, domestos i  zaprawa tynkarska.  Gdyby sprzątnąć to mieszkanie i wyrzucić z niego tony jakiś gratów, Kaczor nie miałby specjalnie na co narzekać. Tam jest po prostu potwornie brudno, łazienka wygląda makabrycznie, kibelek jest nieużywany, a w wannie przechowywane sa worki z opałem. Pojęcia nie mam, jak w takich warunkach umyć dziewięcioro dzieci, albo zrobić pranie.

 

 

Wróćmy do korytarzyka, bo w sumie to jest najważniejsze, a nie przekłamania i niedopowiedzenia Kaczora, tudzież słupki i oglądalność. Sprawa korytarzyka jest kompletną głupotą kolejnego już burmistrza. To po prostu nie ma sensu. Wprowadzanie komornika z całym zapleczem ludzi musiało się skończyć awanturą. Kaczor walczy o swoje wszelkimi dostępnymi mu metodami. Trzeba przyznać, że potrafi zrobić wokół korytarzyka spory szum.  I trzeba przyznać, że wszystko, co dzieje się z tym kawałeczkiem mieszkania jest kompletnym, totalnym idiotyzmem. Ciała daje kolejny burmistrz, zupełnie bezsensownie pakując się w awantury medialne. Kaczor w sprawie korytarzyka ma absolutną rację i od tego nie odstąpię. Inną sprawą są metody i przekłamania na linii. Pamiętajmy jednak, ze w przypadku Kaczora cel uświęca środki i Kaczor nie odpuści. Wyprowadzanie przez burmistrza potężnych haubic, po to tylko, żeby zakosić 10 metrów kwadratowych mieszkania, niszczenie wstawionych przez Kaczora drzwi i najścia policji to coś, co kwalifikuje się raczej do leczenia w zamkniętym zakładzie bez klamek.  Przypomnijmy, że burmistrz egzekwuje wyrok sądu cywilnego, którego nie musiał wykonywać. Zrobił to bez zastanowienia -  ot tak, bo mógł. Można to było spokojnie załatwić inaczej, ale trzeba byłoby pomyśleć i włożyć w to jakiś wysiłek. A tak, idąc po najmniejszej linii oporu, burmistrz załatwił sobie dozgonnego wroga.

 

Kolejna sprawa, bardzo istotna, to ostracyzm. Wieś Kaczorów nie trawi i manifestuje to na każdym kroku. Czy trzeba się temu dziwić? Raczej nie. Kaczor oskarża wszystkich w koło o złą wolę -  a tu ktoś mu otruł kozę, a tu ktoś okulawił kurę. Nie zmienia to faktu, że w domu jest kupa dzieci, które praktycznie wychowują się same ze sobą, bo nie mają kolegów i znajomych w okolicy. Wszyscy od Kaczorów uciekają i nie jest to wina dzieci, tylko charakteru ich ojca. Kaczor jest trudny, ale da się z nim dogadać. Trzeba tylko chcieć, ale nie każdy ma tyle samozaparcia, żeby w ogóle próbować. Tu przydałaby się osoba jakiegoś mediatora, który potrafiłby zintegrować Kaczorów z wsią. Być może tu właśnie jest rola Caritasu, być może w sprawę powinien zaangażować się burmistrz, który nie robi literalnie nic, żeby zmienić nastawienie sasiadów do tej rodziny i właściwie w jakimś sensie przyzwala na takie traktowanie dzieciaków. Stawiałabym jednak na Caritas i miejscowych duszpasterzy. Może oni pomogą? Może warto byłoby poprosić o pomoc sołtysa?

 

Kaczor korytarzyka nie odzyska -  być może uda mu się wyrwać krótkoterminową pomoc materialną, bo w kolejnym programie Jaworowicz pojawi się kolejny Malinowski czy inny Kowalski, który będzie potrzebował pieniędzy, wiec Kaczor za chwilę pójdzie w zapomnienie. Program Jaworowicz Kaczora może zniszczyć. W tym wszystkim najmniej chodziło o korytarzyk i Kaczorów, a bardziej o oglądalność i słupki. Kaczor jest detalem, ale niestety detalem, który dostanie pieniądze, który zachłysnął się chwilową sławą. To będzie jego dramat, chociaż on sam o tym nie wie i kompletnie nie zdaje sobie z tego sprawy.

 

Powiem wprost – program Elżbiety Jaworowicz może odnieść skutki odwrotne do oczekiwanych. Boję się tego, bo znam tę rodzinę i ich problemy od kilku lat. Zbiórka to fajna sprawa, ale tych pieniędzy -  o ile jakieś się pojawią -  nie można roztrwonić. Można je wydać na stypendia dla tych dzieci, które będą chciały iść na studia -  chociażby dla najstarszej córki, można poprosić Caritas o sfinansowanie kolonii, kursów, czy wyprawek szkolnych, ale to musi być pomoc długoterminowa i celowa. Samo danie pieniędzy nic w tej rodzinie nie załatwi.  Jaworowicz nie ma magicznej różdżki i nie jest w stanie na hokus-pokus zrobić z Kaczorów dobrze sytuowanych przedstawicieli klasy średniej. Pomysł na wynajęcie Kaczorom domu gdzieś w Polsce jest z piekła rodem, bo to nie tylko nie zmniejszy problemu, ale go powiększy i to do ogromnych rozmiarów. Tu trzeba naprawdę sporej pracy wielu ludzi i instytucji, które przede wszystkim znałyby faktyczny stan w jakim znajduje się ta rodzina, a nie tylko opierały się na tym, co mówi Jerzy Kaczor.

 

Problem jest i pozostanie. Kaczorów nikt nigdzie nie przesiedli. Jedno jest pewne -  eksmisja z korytarzyka i zabranie Kaczorom gruntu na którym mogli hodować zwierzęta i uprawiać ogródek to był bandytyzm i potworna głupota. Pozostałe sprawy nie są do końca takie, jak wydaje się ekipie z Warszawy…

 

Anka Grzybowska

 
Kontrole w ZUK i Domu Kultury Drukuj Email
Wpisany przez ag   
sobota, 09 maja 2015 15:49

Jak się dowiadujemy nieoficjalnie, burmistrz Feliński zlecił kontrolę w Zakładzie Usług Komunalnych. Jednocześnie radni z Komisji Rewizyjnej mają zamiar przeprowadzić podobną kontrolę w Domu Kultury.

 

Z naszych informacji wynika, że radni nie są zadowoleni z tempa i sposobu wprowadzania reform przez Felińskiego. Padają dość mocne słowa o naruszeniu obietnic wyborczych.Chodzi przede wszystkim o przerost zatrudnienia w UMiG i jednostkach podległych.

 

ag

 
Dziękujemy za wizytę :) Drukuj Email
Wpisany przez naczelna   
środa, 06 maja 2015 12:06

Tylu nas było na Obserwatorze dzisiaj, niemal w samo południe :)

Więcej…
 
Masz talent? Zgloś się - już 16 maja casting w Olsztynie Drukuj Email
Wpisany przez ag   
wtorek, 05 maja 2015 12:58

Już w kwietniu i maju po raz ósmy ekipa „Mam Talent!” wyruszy na poszukiwania najbardziej utalentowanych mieszkańców Polski. Jeśli uważasz, że masz talent – przyjdź na casting. Pokaż co potrafisz.

 

„Mam Talent!” to program dla Ciebie. Bez granic wiekowych. Dla amatorów i zawodowców, dla młodych i starszych, dla dzieci i dorosłych, dla solistów i zespołów; dla orkiestr i chórów; dla muzyków, artystów estrady; dla tancerzy i sportowców; dla lalkarzy i mimów; dla parodystów, hobbystów, treserów zwierząt… Po prostu dla wszystkich.

 

Na casting należy przygotować dwuminutowy pokaz swoich umiejętności oraz (jeśli jest potrzebny) podkład muzyczny na płycie CD w formacie audio.

 

Osoby niepełnoletnie powinny przybyć z rodzicem bądź prawnym opiekunem lub przynieść pisemną zgodę obojga rodziców/ prawnych opiekunów na udział w programie. Pamiętajcie o zabraniu ze sobą dowodów tożsamości (legitymacje szkolne, legitymacje studenckie, dowody osobiste, paszporty lub prawo jazdy).

 

Wszystkie precastingi rozpoczynają się o godz. o 10.00.

 

Możesz też przesłać link do prezentacji swojego talentu na adres mailowy: Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć. Nie zapomnij o podaniu danych kontaktowych. Więcej informacji na mamtalent.tvn.pl oraz na facebooku www.facebook.com/MamTalentTvn.

 

harmonogram:

11.04 Zabrze, Dom Muzyki i Tańca, ul. gen. De Gaullea 17

12.04 Wrocław, Hotel Scandic, ul. Piłsudskiego 49/57

18.04 Szczecin, Dom Kultury Słowianin, ul. Korzeniowskiego 2

19.04 Poznań, Hotel Andersia, pl. Andersa 3

25.04 Gdańsk, Hotel Mercure Gdańsk Stare Miasto, ul. Heweliusza 22

26.04 Bydgoszcz, Hotel City, ul. 3 Maja 6

09.05 Rzeszów, Hotel Bristol, ul. Rynek 20

10.05 Lublin, Chatka Żaka, ul. Radziszewskiego 16

16.05 Olsztyn, Hotel Wileński, ul. Knosały 5

17.05 Warszawa, Pałac Prymasowski, ul. Senatorska 13/15

 
«pierwszapoprzednia12345678910następnaostatnia»

Strona 1 z 272

 
lipiec 2015
P W Ś C Pt S N
29 30 1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31 1 2

Reklamy

logo Fakty Piskie


NUMER RATUNKOWY NAD WODĄ

telefon do MWOPR

logo Mazurskie WOPR


Zmień wygląd

Logowanie



Odwiedziny


Aktualnie: gości 64, 
botów 16 online
Dziś jest: Lip 06, 2015
Facebook Fanbox 1.5.x.0

Obecnie zalogowani


Recommended service:
website monitoring