Ostatnio dodane

Previous następna
Przyjaciele Górale Przyjaciele Górale Jakby ktoś jeszcze nie wiedział, mamy nowego przyjaciela. Jest nim Karpacz (skądinąd bardzo ładne miasteczko), a mieszkańcom pozostaje jedynie „dla pomyślności się w przyjaźni wspierać”, cokolwiek by ... Więcej...
Uwaga! Sesja! 29 kwietnia o godzinie 16:00 w Dziurze pod Schodami odbędzie się kolejna, VIII sesja rady miasta. W programie sporo nowości: utworzenie wyodrębnionych rachunków dochodów własnych jednostek budżetowych... Więcej...
Kolejny pożar trzcinowisk w Wojnowie W Wojnowie, w centrum wsi trwa ogromny pożar trzcinowisk, który zdaniem obserwatorów zagraża gospodarstwom i budynkom mieszkalnym. W akcji gaśniczej biorą udział trzy zastępy straży pożarnej i samolot... Więcej...
Robale zaatakowały Gwarną Inwazja dziwnych zwierzątek na blok przy Gwarnej 1 zaczęła się na dobrą sprawę dwa dni temu. Na parapetach i ścianach pojawiły się jakieś stworzonka, które przez wszelkie szpary zaczęły włazić do mies... Więcej...
Kradzież, której nie było Mieszkaniec Białej Piskiej wychodząc rano z domu zauważył, że przed blokiem nie ma jego auta, które zaparkował wieczorem. Sąsiadka poinformowała właściciela, że widziała, jak  jego samochód marki Opel... Więcej...
Dziękujemy Mundek, bardzo Ci dziękujemy. Cieszę się że mamy w Tobie autentycznego Przyjaciela.   Anka i Wojtek Więcej...
Witamy Panią Burmistrz Mamy bryndzę absolutną. Nie stać nas na nic, ale stać nas na sekretarza urzedu. Jest nim pani Danuta Kowalewska. Wiem, sama dobijałam się o to przez ostanie kilka lat – Opalach, działając wbrew prawu ... Więcej...
Boćki odleciały Nie każdy bociek odlatuje na zimę -  są takie, które zostają i przeżywają mrozy i głód jedynie dzięki ludzkiej pomocy. Na szczęście mamy fachowców z Mazurskiego Parku Krajobrazowego w Krutyni, którzy ... Więcej...
Szczepienia lisów Od wczoraj trwa akcja szczepienia dzikożyjących lisów przeciwko wściekliźnie. Sprawa jest nam wszystkim doskonale znana, bo przerabiamy to co roku. Szczepionki w formie sporych, szaro-brązowych tablet... Więcej...
Wiartel -  KIA w drzewie Wiartel - KIA w drzewie Policjanci wyjaśniają przyczyny i okoliczności zdarzenia drogowego, do którego doszło na trasie Wiartel- Turośl w gminie Pisz. Ze wstępnych ustaleń wynika, że 35-letni kierowca pojazdu marki Kia Soren... Więcej...
Plebiscyt Faktów Piskich i Obserwatora Fakty Piskie i Obserwator zapraszają do udziału w plebiscycie na wtopę roku - Co w 2015 roku powinno się wydarzyć w waszej okolicy, a się nie wydarzyło? Jakie inwestycje nie spełniły naszych oczekiwań... Więcej...
Bezpłatna mammografia Bezpłatna mammografia Jak dowiadujemy sie z zaprzyjaźnionych z nami Faktów Piskich, 17 kwietnia przy Ośrodku Zdrowia stanie po raz kolejny mammobus. Badania sa bezpłatne, wiec warto skorzystać. Więcej...

Polecane artykuły

Gdzie się podziały tamte pieniądze, niezapomniane? cz.4 Gazetka gminna

Zazwyczaj bywa tak, że władze gminy mają swoje gazetki. Poziom tych dziwnych periodyków jest zazwyczaj żenujący, a ich jedyną funkcją jest propaganda sukcesu, ewentualnie publikowanie jakiś kompletnie odlotowych listów burmistrza na temat oponentów. Najpierw mieliśmy „Gminne ABC”, a potem „Ruciane-Nida”.  Ta ostatnia gazetka od początku istnienia wzbudzała spore kontrowersje – podawane tam informacje były, delikatnie rzecz ujmując, wyssane z palca. To właśnie tam mogliśmy się dowiedzieć, że most w Wojnowie został ukończony w lipcu zeszłego roku… Publikowane tam były także listy pana Opalacha dotyczące opozycji. Świetne.  Kiedy je czytałam ubawiłam się jak norka. Ta  zjawiskowa gramatyka, ta interpunkcja. Rewelacja…

 

No dobrze, ale gazetki już nie ma i nic nie wskazuje na to, żeby była, a nas najbardziej interesuje, ile to cudo kosztowało. Historię gazetki można podzielić z grubsza na dwa okresy -  w pierwszym składem, łamaniem i drukiem zajmowały się wynajęte firmy, w drugim skład i łamanie wzięli na siebie specjaliści z Urzędu Gminy, a druk zlecali w Białymstoku. Zanim jednak gmina tym się zajęła, zakupiła programy za jedyne 2737 złotych. I tu powstała moja pierwsza wątpliwość. We wcześniejszych fakturach znalazłam znane nam wszystkim programy z pakietu Office, w tym świetnego Publishera w wersji Professional. Publisher to znakomity program do składu takich właśnie małych wydawnictw. Wiem , co mówię, bo zarówno ja, jak i Jacek właśnie tym programem od lat się posługujemy, także przy składzie gazet, w tym Obserwatora w wersji papierowej. Po cholerę płacić takie pieniądze?

 

OK -  fachowcy z Rucianego-Nidy musieli mieć absolutnie profesjonalne oprogramowanie, ale wróćmy do podstaw, czyli do faktur „pakietowych”, czyli za łamanie, skład i druk w jednym. Faktury opiewały średnio na niemal 3000 złotych za 1500 egzemplarzy. Czyli 2 zety za sztukę. Drogo jak cholera. Mimo to przez prawie trzy lata gmina płaciła tyle za wydanie, czyli za miesięczny nakład. Dodajmy, że gazetka była darmowa i nie miała wpływów z reklam, za to reklamowała sporo podmiotów, między innymi stronkę pewnej pani z Warszawy, która pisała u nas o jakiś paniach na wycieczce do Białowieży. I kolejne sprawa -  druk liczy się w sposób zupełnie prosty: najdroższy jest kolor, czyli strony w pełnym kolorze (fullcolor). Na każdą stronę trzeba aż czterech blach. Na strony czarno-białe dwóch. Każda gazeta oszczędza i kolor daje na rozkładówce (środek gazety), albo okładce (pierwsza i ostatnia strona). Gmina nie oszczędzała.

 

Po pewnym czasie ktoś poszedł po rozum do głowy i doszedł do wniosku, że skład i łamanie można robić siłami fachowymi gminy. Jak przypuszczam, robił to Paweł Wagner. To rozsądna decyzja -  w taki sam sposób obniżaliśmy koszty Obserwatora. Skład robiliśmy sami. Porównanie faktur „pakietowych” i faktur za sam druk daje nam mniej więcej obraz tego, ile kosztował skład i łamanie gazetki. I tu dochodzi kolejny problem -  cena za druk jest bardzo wysoka. Dla porównania -  2500 egzemplarzy Obserwatora warte było około 1200 złotych za wydanie. Dzisiaj dzwoniłam do kilku zaprzyjaźnionych drukarni i wynegocjowałam „z palca” ceną za druk około 1000 złotych. Mówimy tu o rozpiętości między 1500 a 2500 egzemplarzy. W tych widełkach cena jest ta sama, bo najdroższe są matryce i rozruch maszyn. Druk gazetki gminnej to 1863 złote 45 groszy,

 

Zapytałam mojego przyjaciela, Jacka Dobrzynieckiego ile wziąłby za skład takiej gazetki jak „Ruciane-Nida” z zachowaniem dynamicznego składu (czyli takiego jak w Fakcie, nie w Wyborczej, która ma skład blokowy). Zaśpiewał mi 5 stów bez znajomości. Skład dynamiczny jest nieco bardziej skomplikowany. Pamiętajmy, że najdroższy jest pierwszy skład, kiedy trzeba stworzyć matrycę, pozostałe numery po prostu dopasowuje się do tego, co już jest. Innymi słowy ma się gotowy podkład i tylko wlepia się teksty w już istniejące miejsca. Przy całej mojej sympatii dla Marka Truszkowskiego, który druk, łamanie i skład wycenił na 2970 złotych i 40 groszy -  trochę drogo to wyszło. Ja bym się ciężko kłóciła. Nawet biorąc pod uwagę cholernie drogi druk, firma Marka za sam skład i łamanie brała 2927 złotych i 40 groszy minus 1863 złote 45 groszy. Innymi słowy za skład i łamanie Marek brał około 1063 złote 95 groszy. Oczywiście musimy wziąć poprawkę na niewyszczególnioną w fakturze cenę druku, ale z tego, co mi wiadome, Marek od lat drukuje w Białymstoku Tygodnik Piski i jak sądzę ma spore zniżki.  Jakby na to nie patrzeć, Marek Truszkowski w tym nie zawinił. Tyle mu dawano i on tyle brał.  Na jego miejscu zrobiłabym tak samo.

 

Cała ta gazetka nie miała sensu. Popatrzyłam na faktury -  ilość egzemplarzy wzrosła przed wyborami do 2500 egzemplarzy. Wraz z nakladem wzrosła też cena druku. Innymi słowy wszyscy finansowaliśmy kampanię wyborczą burmistrza, czyli dziwaczną „gazetkę retrospektywną”  z takimi rewelacjami jak most w Wojnowie. 2 złote za egzemplarz to zdzierstwo.

 

Paweł Wagner nadal pracuje w UMiG. Mam szczerą nadzieję, że nie ma już co składać i łamać. Wliczając w to plakaty z Pinokiem i inne śliczne druki publikowane na potrzeby wyborów, tudzież podróże z gminnymi komputerami z których zniknęły wszystkie dane.

 

Fakturami w razie potrzeby służę.

 

ag

Więcej...

Gdzie sie podziały tamte pieniądze, niezapomniane? cz.3 - V jak Victory

Właścicielami sklepu Victoria w Nidzie, jak ogólnie wiadomo, są członkowie bardzo bliskiej rodziny byłego wiceburmistrza Zdzisława Stecki. Poza tym to właśnie w tym sklepie „staż” odbywała była konkubina burmistrza Opalacha. Innymi słowy, można uznać, że Victoria to miejsce zaprzyjaźnione z poprzednią władzą.

 

Sumy zakupów w Victorii są rekordowe. Przyjrzyjmy się najpierw zestawieniu przygotowanemu na moją prośbę przez Urząd Miasta, czyli  zakupom robionym jedynie przez UMiG.

 

W 2011 UMiG zrobił w Victorii zakupy za 8 194 zł 23 gr, rok później suma wzrosła do 15 253 zł 49 gr. Kolejny rok 2013 to już 34 943 zł 11 gr. W zeszłym roku do kasy Victorii wpłynęło 36 219 zł 82 gr. Tendencja jest wyraźnie wzrostowa. Co kupowano? Wszystko -  od środków czystości, przez różnego rodzaju żywność, po duże zakupy na potrzeby imprez takich jak Dni Rucianego-Nidy.

 

W oczy rzuca się faktura sprzed ostatnich wyborów - żywność za 1705 złotych 75 groszy z 22 października 2014 roku. Następne też są szokujące -  co robiono z tym całym dobrem w Urzędzie Miasta?... To są tysiace złotych wydanych na żywność w jednym tylko miesiacu, w którym nie było żadnych dużych gminnych imprez!

 

Dla porównania -  w 2010 roku, za czasów Leszka Gryciuka Victoria wzbogaciła się jedynie o 3 604 zł 95 gr

 

W sumie UMiG przez 4 lata rządów Opalacha dokonał w Victorii zakupów za 94 610 zł 65 gr. Zdaniem księgowości w UMiG były to zakupy w cenach detalicznych, nie hurtowych. Na fakturach nie ma żadnego upustu, czyli kupowano towary po cenach „z półek”. Popytałam w Urzędzie Miasta -  nikt nie może sobie przypomnieć, żeby było robione jakiekolwiek zapytanie o cenę, o negocjowaniu rabatów nie wspomnę. Zdaniem Jerzego Waszkiewicza, odpowiedzialnego w gminie za przetargi, nie było takiej konieczności, bo sumy na pojedynczych fakturach nie przekraczały 30 tysięcy Euro, wiec nie wchodziło to w tryb przetargu. Z kolei pojedyncze zakupy zgodnie z regulaminem UMiG nie musza być poprzedzone ani zapytaniem, ani negocjacjami.  Innego zdania jest pani Gałgowska z księgowości -  ona twierdzi, że przy tak dużych sumach zbiorczych powinno być przynajmniej zapytanie o cenę, zwłaszcza, że część tych faktur to faktury za duże zakupy na potrzeby imprez masowych.  Na wszelki wypadek zadzwoniłam do kilku sklepów w gminie z prośbą o informację czy ktoś z UMiG składał jakieś zapytania, ewentualnie porównywał ceny. Nikt tego nie pamięta.

 

Nie tylko UMiG robił zakupy w Victorii -  stałym klientem był Dom Kultury, który także w Victorii kupował wszystko -  od rękawiczek jednorazowych po ciasteczka, keczup i majeranek. Sądząc po zakupach, Dom Kultury prowadził jakąś ożywioną działalność gastronomiczną. Większość zakupów to najprawdopodobniej produkty na jakieś festyny i święta gminne.  Ile zostawiła w Victorii pani Nosek?  W 2011 roku, czyli za czasów Klimaszewskiej-Rodzim w Victorii niczego nie kupiono. Zaczęto w 2012 roku i wydano 1412 zł 47 gr. W 2013 Dom Kultury zostawił w Victorii 2400 zł 35 gr, w 2014 1383 zł 89 gr. Dla porównania – w 2010 roku, za czasów Leszka Gryciuka Dom Kultury zrobił w Victorii zakupy za łączną kwotę 34 zł  44 gr. W sumie za czasów pani Nosek w Victorii kupiono towary za 5196 zł 71 gr.

 

ZUK nie darzył Victorii specjalnym uczuciem -  w 2012 roku wydał tam 601 zł 71 gr, w 2013 606 zł 19 gr, a w 2014 jedynie 23 zł 76 gr. W sumie dało to 1231 zł 66 gr. Za pozostałe lata nie mamy żadnych danych. MOPS też wyłamał się z ogólnie przyjętej tendencji i w Victorii kupował przeważnie karty do doładowań w Plusie.

 

Podliczmy  - w latach 2011-2014 rachunek w sklepie Victoria wyniósł ogółem 101 039 złotych i 32 grosze, nie licząc doładowań MOPS-u. Dlaczego nie robiono zakupów w dyskontach, a najlepiej w hurtowniach? Jak mówią mi nieoficjalnie pracownicy gminy: „Mieliśmy ustne polecenie robienia zakupów w Victorii. Na piśmie rzecz jasna niczego nie dostaliśmy.”

 

 

ag

 


Poniżej zestawienie faktur za zakupy Urzędu Miasta i Gminy  w sklepie Victoria w latach 2010-2014.

 

Więcej...

Gdzie się podziały tamte pieniądze, niezapomniane? cz.2, Sylwester pod Gwiazdami

Od kilku lat usiłowałam dostać się do faktur za „Sylwester pod Gwiazdami”, organizowany przez Dom Kultury za czasów panowania kierowniczki Nosek. Cena tej raczej dość żenującej imprezy wydawał mi się -  delikatnie rzecz ujmując -  wygórowana. Nie mogłam zrozumieć, jak w tak małej gminie można zapłacić za DJ-ja i dwie godziny występu jakiegoś mizernego zespoliku pięciocyfrowe sumy.

 

Faktur nie mogłam wydobyć w żaden sposób -  szefowa Domu Kultury zasłaniała się tajemnica handlową (w przypadku pieniędzy publicznych takowa nie istnieje) i Ustawą o ochronie danych osobowych, co już w ogóle zakrawało na paranoję. Moja ciekawość rosła -  dlaczego kierowniczka Domu Kultury tak broni tych papierów?...

 

Dwa tygodnie temu wystąpiłam z wnioskiem o udostępnienie informacji publicznej do obecnego burmistrza gminy. Ten nie mógł mi odmówić -  każdy z nas ma prawo wglądu w dokumenty gminy. O dziwo -  znowu odezwała się pani Nosek. Jak mówił mi sam burmistrz „opór materii w sprawie tych faktur był ogromny”. Innymi słowy, pani kierownik robiła co mogła, żeby papiery nie wypłynęły. Moja ciekawość sięgnęła zenitu, wreszcie dopadłam tajemniczych dokumentów. Nie ma ich zresztą dużo, raptem kilka faktur i rachunków. Przejrzałam to wszystko i parsknęłam śmiechem. Bo jak nie wiadomo o co chodzi, to rzecz jasna chodzi o szmal.

 

Moja przygoda z Sylwestrem Pod Gwiazdami zaczęła się w 2012 roku. Wówczas na scenie w Rucianem wystąpił zespolik disco-polo o nazwie Model MT (Sylwester 2012/2013). Ile może kosztować zatrudnienie takich artystów? Za sylwestrową noc tej rangi zespoliki biorą około 3 000 złotych, normalnie na dyskotece około 1500, ale tu mówimy o nietypowym terminie i imprezie plenerowej. Wynajem sceny takiej, jaka wtedy była używana to koszt 2 000 do 3 000 złotych. W sumie mamy około 5-6 tysięcy.  Ile płacił Dom Kultury za te usługi agencji artystyczne ARBAS z Pisza, która wówczas tym się zajmowała? 20 000 złotych. Oddzielnie opłacana była ochrona (3 000 złotych). Problem w tym, że w poprzednim roku ochroniarze kosztowali niecałe 500 złotych -  teraz agencja ochrony wzięła 6 razy więcej. Mimo to nie udało się opanować pijanego tłumku na Kwiatowej i na scenę poleciały petardy.

 

Więcej...

Sprawa Kaczora - dwie wersje z dramatem w tle

Sprawa Kaczora to temat, którym zajmuję się od bardzo dawna. Za każdym razem, kiedy o tym wszystkim rozmawiam z którąś ze stron konfliktu, słyszę dwie różne wersje wydarzeń. Obie strony -  urzędnicy i sam Kaczor -  twierdzą, że są kompletnie niewinne i zrzucają wszystko na przeciwników. Na dodatek co innego urzędnicy mówią oficjalnie, a co innego prywatnie. Prawda, jak to zwykle bywa, leży pośrodku. Sprawa Kaczora jest dla mnie osobiście cholernie bolesna, bo czuję tu dramat i nie mogę z tym nic zrobić -  z jednej strony rozbijam się o mur niechęci do tego człowieka, z drugiej o czynnik ludzki.

 

Zacznijmy od początku, czyli od historii konfliktu, którą dzisiaj przedstawił na sesji Artur Chudzik.

 

W 1999 roku Kaczorowie dostali przydział na mieszkanie w starej szkole w Osiniaku. Wówczas było ich czworo i dostali trochę ponad 40 metrów, czyli wystarczająco dużo. W 2012 roku wyprowadzili się sąsiedzi, a ponieważ rodzina zdążyła powiększyć się do 10 osób, więc schedę po nich otrzymał Jerzy Kaczor. W sumie daje to 81 metrów z groszami. Na czas remontu mieszkania Kaczor poprosił ówczesnego burmistrza Opalacha o użyczenie mu korytarzyka łączącego obie części -  ten się zgodził. Dalej wersje się rozmijają -  Kaczor twierdzi, że Opalach obiecał mu korytarzyk. To bardzo prawdopodobne -  to był okres referendum i Kaczor utrzymuje, ze miała być to swego rodzaju zapłata za działanie na rzecz komitetu burmistrza. Świadków rozmowy Kaczora i Opalacha nie ma.

 

Więcej...

Gdzie się podziały tamte pieniądze, niezapomniane? cz.1

Wielu z nas zastanawia się, na co wydawane były gminne pieniądze. Poprosiłam o skany faktur na zakup przeróżnych gadżetów. Wcześniej nie mogłam sie do nich dostać bo były bronione z podziwu godną zajadłością, a urzednicy, którzy mi o tym mówili ryzykowali pracą. Pisałam o tym wielokrotnie i zazwyczaj dowiadywałam się, że kłamię. Miało to jakiś pokrętny sens, bo nikt rozsądny nie wpadłby na pomysł kupowania na rachunek zakładu pracy teczek, laptopów, komórek i kawiarek. Zobaczmy w takim razie na co były wydawane pieniądze podatnika. Zacznijmy od sławnych teczek. Było ich kilka, a suma przekracza najniższą krajową. Jak widać, posiadanie teczki było sprawą niezwykle pilną, bo był to jeden z pierwszych zakupów burmistrza Opalacha.

Więcej...

Kontakt z nami:

tel. 87 423 24 84

kom. 692 737 484

obserwator@obserwator.org


Przyjaciele Górale Drukuj Email
Wpisany przez ag   
piątek, 24 kwietnia 2015 22:38

Jakby ktoś jeszcze nie wiedział, mamy nowego przyjaciela. Jest nim Karpacz (skądinąd bardzo ładne miasteczko), a mieszkańcom pozostaje jedynie „dla pomyślności się w przyjaźni wspierać”, cokolwiek by to nie znaczyło i budować wspólną Europę od Mazur po Karkonosze, tudzież wnosić wkład w kulturę narodową. Porozumienie podpisano w Gałkowie, a sygnowali je burmistrzowie obu świeżo zaprzyjaźnionych gmin.

 

foto. Alexander Potocki

 

ag

 
Uwaga! Sesja! Drukuj Email
Wpisany przez ag   
piątek, 24 kwietnia 2015 21:38

29 kwietnia o godzinie 16:00 w Dziurze pod Schodami odbędzie się kolejna, VIII sesja rady miasta. W programie sporo nowości: utworzenie wyodrębnionych rachunków dochodów własnych jednostek budżetowych, ustalenia dotacji przedmiotowych dla Zakładu Usług Komunalnych i zmiany załącznika do Uchwały Nr XLI/279/2013 z dnia 30 października 2013 r. w sprawie przyjęcia "Programu opieki nad zabytkami Miasta i Gminy Ruciane-Nida na lata 2013-2016". Oczywiście sa też punkty stałe, czyli zmiany wieloletniej prognozy finansowej (czasami mam wrażenie, że te "prognozy" są tyle samo warte, co bredzenie pogodynki w wieczornych Wiadomościach) i kolejne sprzedaże gruntów.

 

ag

 
Kolejny pożar trzcinowisk w Wojnowie Drukuj Email
Wpisany przez ag   
piątek, 24 kwietnia 2015 19:01

W Wojnowie, w centrum wsi trwa ogromny pożar trzcinowisk, który zdaniem obserwatorów zagraża gospodarstwom i budynkom mieszkalnym. W akcji gaśniczej biorą udział trzy zastępy straży pożarnej i samolot gaśniczy Lasów Państwowych. Pożar w tej chwili jest opanowywany, Straż Pożarna nie ma informacji o stratach materialnych.

Tym razem w Wojnowie spaliło się 4 hektary trzcinowisk. Straż Pożarna jednoznacznie mówi o podpaleniu. W sumie w dwoch tegorocznych pożarach z dymem poszło 8 hektarów trzcin.

 

Zazwyczaj nie reklamujemy cudzych blogów, ale tym razem robimy wyjatek: na facebookowym profilu Babcia Polka sa zdjęcia z akcji gaśniczej. Warto zobaczyć do czego prowadzi ludzka głupota i prymitywizm.

 

Nie wiem, który raz o tym piszę -  co roku jakiś bydlak podpala trzcinowiska w Wojnowie i jak co roku cała wieś go kryje. Nie wiem, na co czekają mieszkancy Wojnowa -  nazwisko podpalacza jest znane wszystkim. Czy trzeba czekać, aż w końcu wydarzy się tragedia i ktoś zginie? To, co robi ten człowiek to zwykłe bestialstwo -  w trzcinach giną ptaki i drobna zwierzyna. Te wspaniałe pasy przybrzeznej roślinności nikomu nie wadzą, wiecej - są atrakcją turystyczną. Może najwyższy czas powiedzieć o podpalaczu organom ścigania?

 


ag

 

Dziękujemy za informację Adamowi Słowikowi.

 
Kradzież, której nie było Drukuj Email
Wpisany przez Anna Szypczyńska. KPP Pisz   
środa, 22 kwietnia 2015 13:58

Mieszkaniec Białej Piskiej wychodząc rano z domu zauważył, że przed blokiem nie ma jego auta, które zaparkował wieczorem. Sąsiadka poinformowała właściciela, że widziała, jak  jego samochód marki Opel Astra wczoraj odjechał w stronę szkoły. Mężczyzna zgłosił kradzież pojazdu na Policję. Po kilku godzinach okazało się, że auto było zaparkowane w innym miejscu.



W poniedziałkowe przedpołudnie do Komisariatu Policji w Białej Piskiej zgłosił się zaniepokojony mężczyzna informując funkcjonariuszy, że skradziono mu pojazd marki Opel Astra 4. Jak twierdził samochód wieczorem, jak zwykle,  zaparkował przed blokiem. Wartość  auta wycenił na kwotę 65 00 złotych. Policjanci niezwłocznie podjęli czynności mające na celu odnalezienie skradzionego opla.


W trakcie rozmowy z właścicielem pojazdu policjanci ustalili, że dzień wcześniej zepsuł mu się samochód  i w związku tym otrzymał auto zastępcze, czyli opla, który został mu skradziony. Mężczyzna zapewniał, że wieczorem zaparkował auto przed swoim blokiem. Rano, kiedy szedł do samochodu już go nie było. Napotkana sąsiadka tylko potwierdziła przypuszczenia odnośnie kradzieży. Powiedziała bowiem właścicielowi, że widziała, jak późnym wieczorem ktoś odjeżdżał tym samochodem w stronę szkoły.



Po niespełna kilu godzinach właściciel skradzionego  auta ponownie przyszedł do komisariatu. Tym razem z przeprosinami. Powiedział, że znalazł swój samochód bez jakichkolwiek oznak włamania.  Był on zaparkowany w innej części miasta. Mężczyzna przyznał, że w natłoku codziennych obowiązków zapomniał, że dzień wcześniej zostawił auto w innym miejscu niż zwykle.

 


Anna Szypczyńska. KPP Pisz

 
Dziękujemy Drukuj Email
Wpisany przez naczelna   
sobota, 18 kwietnia 2015 23:09

Mundek, bardzo Ci dziękujemy. Cieszę się że mamy w Tobie autentycznego Przyjaciela.

 

Anka i Wojtek

 
Boćki odleciały Drukuj Email
Wpisany przez ag   
piątek, 17 kwietnia 2015 17:19

Nie każdy bociek odlatuje na zimę -  są takie, które zostają i przeżywają mrozy i głód jedynie dzięki ludzkiej pomocy. Na szczęście mamy fachowców z Mazurskiego Parku Krajobrazowego w Krutyni, którzy spieszą na ratunek. Dzięki nim 5 bocianów po rehabilitacji i całozimowym dożywianiu odzyskało wolność.

 

W zeszłym roku w trzcinach przy Kanałku Nidzkim znaleźliśmy z synem wycieńczoną wronę z połamanym skrzydłem. Po kilkugodzinnym boju wyciągnęliśmy ją z wody i przynieśliśmy do domu.  Nie bardzo wiedzieliśmy, co z ptakiem robić, więc zadzwoniłam do pana Głąbińskiego z Parku Krajobrazowego. Przyjechał niemal natychmiast, odebrał ptaka. Wronę niestety trzeba było uśpić, ale pamiętam naszą rozmowę o bocianach i o tym, co robić ze znalezionym ptakiem. Pasja, z jaką mi o tym opowiadał, była warta wszystkiego. On jest faktycznie w tych największych polskich ptakach zakochany.

 

Wczoraj wolność odzyskało 5 bocianów  Towarzyszyły temu kamery TVP i dzieciaki ze szkoły w Krutyni. Mam nadzieję, że dzięki ich obecności  sprawa ratowania dzikich zwierząt nie tylko w Krutyni stanie się  normą. Nie chodzi tylko o bociany. Każde życie -  czy to skrzydlate, czy to na czterech łapach czy dwóch nogach -  jest warte ratowania.

 

ag

 

Tekst autoryzowany

 
Przyczepa do sprzedania Drukuj Email
Wpisany przez ag   
piątek, 24 kwietnia 2015 21:32

Poproszono mnie o pomoc -  ktoś pilnie chce sprzedać przyczepę kampingową, w stanie ogólnym niezłym. Wszelkie wiadomości na ten temat pod numerem telefonu 519 449 723. Cena przystępna, a na dodatek do negocjacji.

 

przyczepa

 

ag

 
Robale zaatakowały Gwarną Drukuj Email
Wpisany przez Anka Grzybowska   
piątek, 24 kwietnia 2015 11:47

Inwazja dziwnych zwierzątek na blok przy Gwarnej 1 zaczęła się na dobrą sprawę dwa dni temu. Na parapetach i ścianach pojawiły się jakieś stworzonka, które przez wszelkie szpary zaczęły włazić do mieszkań. Jak można sobie wyobrazić, mieszkańcy nie byli tym zachwyceni.

 

Robaki najprawdopodobniej zostały przywiezione w nowym transporcie zrębków do położonej tuz pod blokiem kotłowni RenCraftu. Zrębki przywieziono w zeszłym tygodniu, zrobiło się ciepło i coś się w nich wykluło. Wczoraj wieczorem przyczaiłam się przy stosie opału i faktycznie -  robaczki wyłażą stamtąd.

 

Wkurzeni mieszkańcy zawiadomili spółdzielnię mieszkaniową. Ta przysłała pana ze spryskiwaczem, który dość dokładnie oblał trutką okna i parapety na parterze. Jest ciepło, ludzie mają uchylone okna, poza tym w domach są dzieci -  maluch przejedzie rączką po parapecie, potem wsadzi ja do buzi i nieszczęście gotowe.

 

Wczoraj zadzwoniłam do Ilony Makowieckiej z UMIG Ruciane-Nida. Ta o inwazji dowiedziała się ode mnie, ale obiecała się sprawą zająć. SANEPID na informację o dziwnych stworkach wyłażących ze zrębków zaniemówił, po czym obiecał przysłać w przyszłym tygodniu jakąś inspekcję, która sprawdzi, co właściwie i skąd pojawiło się na Gwarnej. Prezes PEC-u Zbigniew Popielarczyk o sprawie wie, ale raczej przychyla się do poglądu, że robakowa inwazja to dalsza część walki mieszkańców z kotłownią. Problem w tym, że robale nie wzięły się z nieba, tylko wylazły ze zrębków, więc nie o walkę z kotłownią tu chodzi, tylko o zlikwidowanie pełzających po parapetach stworzonek.  Po rozmowie ze mną obiecał głębiej przyjrzeć się problemowi i zobligować SANEPID do szybszych działań. Dobre i to.

 

Wczoraj mieszkańcy spotkali się z przedstawicielami PEC-u i spółdzielni w sprawie robaczków. Rozmowa w sumie dała niewiele, albo nic. Robaki jak łaziły, tak łażą. Z rozpaczy zadzwoniłam do Powiatowego Centrum Zarządzania Kryzysowego, gdzie dowiedziałam się, ze kryzys ma zbyt mały zasięg -  oni zajmują się jedynie czymś, co obejmuje obszar co najmniej dwóch  gmin. Do RenCraftu tradycyjnie nie udało mi się dodzwonić.

 

Chwilowo pozostaje nam czekać. Na co? Trudno wyczuć. Udało mi się jedynie zdobyć na prezesie PEC-u obietnicę, ze porozmawia z kolejnym prezesem -  tym razem Marchlewiczem -  żeby ten nie truł mieszkańców opryskami na parapetach.

 

Swoją drogą RenCraft jest pełen niespodzianek. Mieliśmy już dymy, smród, „parę wodną”, samochody tuż pod oknami. Teraz mamy robaczki. Ciekawe, co nas jeszcze czeka? A nie lepiej byłoby nakazać RenCraftowi opryskanie czymś sterty zrębków, albo wywiezienie tego w diabły? Mieszkańcy mają prawo mieć serdecznie dosyć atrakcji fundowanych przez kotłownię. Przerażające jest to, że właściwie nikt nie chce pomóc i to wszystko wygląda na pozorowane ruchy. A nuż robaczki same sobie pójdą? A może przepoczwarzą się w coś zupełnie innego i nieprzewidywalnego? Wszystko jedno -  ważne, żeby decydenci wszelkiej maści mieli święty spokój.

 

Anka Grzybowska

 
Przepraszamy za usterki Drukuj Email
Wpisany przez ag   
wtorek, 21 kwietnia 2015 12:55

Mamy problemy techniczne, na tyle poważne, że mogą potrwać nawet do jutra, do późnych godzin popołudniowych. Bardzo wszystkich przepraszamy -  wracamy jutro.

 

ag

 
Witamy Panią Burmistrz Drukuj Email
Wpisany przez Anka Grzybowska   
piątek, 17 kwietnia 2015 19:03

Mamy bryndzę absolutną. Nie stać nas na nic, ale stać nas na sekretarza urzedu. Jest nim pani Danuta Kowalewska. Wiem, sama dobijałam się o to przez ostanie kilka lat – Opalach, działając wbrew prawu sekretarza nigdy nie zatrudnił, za to zatrudnił „asystentkę” za niemal 8000 złotych miesięcznie. Feliński panią sekretarz zatrudnił i dal jej uprawnienia wiceburmistrza, którego podobno nie ma.


Nie rusza mnie pensja nowej pani sekretarz (około 5000 złotych). Nie rusza mnie kupione przez nią za 85 tysięcy złotych mieszkanie od Wnuka w Nidzie.  Więcej -  nie dopadłam jej na tym, żeby to mieszkanie remontował ZUK. Remontuje je prywatna firma (sprawdzę, czy przypadkiem nie dostała jakiś zleceń od gminy, a jeśli tak, to na jakich zasadach). Póki co tu jest czysta. Nie rusza mnie, że pani sekretarz nie jest stąd -  ja też stąd nie jestem i chciałabym, żeby burmistrz tez był spoza gminy, ale trafił nam się nieszczęsny Feliński.  Ruszył mnie  dziwny dokument , dający szerokie uprawnienia  pani sekretarz. Większe niż miał poprzedni wiceburmistrz Stecka. Dokument jest o tyle zastanawiający, że obdzwoniłam kilka gmin od Helu po Zakopane i nigdzie (także w gminach w których nie ma wiceburmistrza) żaden sekretarz nie miał aż takich uprawnień. Spędziłam dobrych kilka godzin na telefonicznych rozmowach z pania sekretarz i nadal nic z tego nie rozumiem.

 

Pani sekretarz twierdzi -  i powtórzyła mi to kilka razy – że zadziwiający dokument jest jej autorstwa, a burmistrz zatwierdził go po analizie tekstu. Ktoś po rozmowie ze mną w sprawie tego papierka powiedział słusznie „No sorry, ale my tej pani nie wybieraliśmy”. Fakt. Podobnie jak nie wybieraliśmy poprzedniego wicka. Dokument (zgodnie z prawem) nie przeszedł przez radę gminy. Najwyraźniej pani sekretarz wybrała siebie sama. Klauzula „pod nieobecność burmistrza” mnie nie rusza. A właściwie rusza, bo burmistrz wyjdzie na papierosa i wtedy rządzi pani sekretarz? Sama zainteresowana twierdzi, że nie podpisze niczego, jeśli burmistrz wróci do godziny 15:00. No dobrze – a jak nie wróci? A dlaczego tu nic nie ma o kontrasygnacie podpisu?

 

Zapraszam Państwa do dokładnego przestudiowania dziwnego rozporządzenia burmistrza autorstwa jego następczyni. Warto, bo mam wrażenie, że nie mamy burmistrza, tylko panią burmistrz. Której na dodatek nikt z nas na to stanowisko nie wybierał.

 

Anka Grzybowska

 
Szczepienia lisów Drukuj Email
Wpisany przez ag   
piątek, 17 kwietnia 2015 09:07

Od wczoraj trwa akcja szczepienia dzikożyjących lisów przeciwko wściekliźnie. Sprawa jest nam wszystkim doskonale znana, bo przerabiamy to co roku. Szczepionki w formie sporych, szaro-brązowych tabletek sa zrzucane z samolotów na tereny leśne. Nie nalezy ich dotykac, a tym bardziej zjadac. Zostawmy to lisom.

 

Akcja zakończy się we wtorek.

 

ag

 
«pierwszapoprzednia12345678910następnaostatnia»

Strona 1 z 271

 
kwiecień 2015
P W Ś C Pt S N
30 31 1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 1 2 3

Reklamy

logo Fakty Piskie


NUMER RATUNKOWY NAD WODĄ

telefon do MWOPR

logo Mazurskie WOPR


Zmień wygląd

Logowanie



Odwiedziny


Aktualnie: gości 57, 
botów 13 online
Dziś jest: Kwi 25, 2015
Facebook Fanbox 1.5.x.0

Obecnie zalogowani

  • naczelna

Recommended service:
website monitoring